wtorek, 22 lipca 2014

Justin i Selena cz.2

Spokojnym krokiem podeszłam do auta gdzie siedział już Justin. Otworzyłam powolnie drzwi i zajęłam miejsce pasażera.
-Szybciej się nie dało?
-Przepraszam.
Reszte drogi spędzilismy w ciszy. Zaczęłam wspominać jak to bylo za czasow liceum. Kiedy Justin jeszcze nie pil, nie palil. Dziewczyny go uwielbiały. A teraz? Moze nadal jest przystojny ale jego zachowanie doprowadza mnie do szału.
Z rozmyslen wyrwal mnie jego glos.
-Wysiasaj.
Pospiesznie wysiadłam z samochodu i udalam sie do domu Ashley. Przed jej posiadloscią zobaczylam dwa auta. Jedno bylo moje. Drugie natomiast nie nalezalo do Ashley.
-Hej kochana wejdz. Cos do picia?
-No hej. A nie dzięki. A czyje to...
-Liam! -przerwala mi Ashley. -Podejdz.
-Witam. Liam.
Chlopak wyciągnął do mnie rękę. Byl przystojny, wysoki i mial kilka tatuazy.
-Selena. Przyjaciolka Ashley.
Chlopak poslal mi usmiech.
-Zabawna historia. Zepsulo mi sie auto. Wiec zadzwonilam po Liama a on zgodzil sie mnie zabrac do domu. W ramach podziękowania zaprosilam go do siebie.
-Aha. To bardzo fajnie.
-Tez tak mysle. Poznaliscie sie.
-Tak. Wiecie ja sie zbieram bo musze zajechac po Lucy. Milego dnia. Czesc.
-Cześć.

**

-Bylas grzeczna?
-Tak.
-To sie ciesze.
-Bilam sie z kolegą.
-Słucham?
-No bo bawiłam się i on uderzyl mnie w ramię. To mu oddałam.
-Lucy...nie mozesz tak robic. Przeprosilas?
-Tak.
-To dobrze.

**

Justina nie bylo. Wrocil do pracy. Lucy bawila sie w pokoju a ja oglądałam telewizor. Co chwile zerkając na telefon czy przypadkiem nic nie przyszlo. Rozmyślałam o Ashley i Liamie. Moze w koncu jej sie poszczesci. Ona zawsze miala pecha w milosci. Liam wydaje sie bardzo mily i sympatyczny. Na pewno ją polubił.
Nagle uslyszalam glosny dzwiek dzwonka. Podeszlam.z nadzieją ze Justin jest trzeźwy jednak bylam w bledzie. W drzwiach ukazal mi sie on a za nim dwoch bladych gosci. Pijanych jak nie wiem co. Kolyszącym sie krokiem weszli do srodka nawet sie nie witajac. Zamknelam tylko drzwi.
-Justin pozwol na chwilke.
-Co?
-Po co ich tutaj przyprowadziles? Jestescie pijani. Jaki ty dajesz przyklad dziecku?
-Słuchaj. Jej tutaj nie ma.
-To moze bys sie zainteresowal gdzie jest?
-Mam to w dupie. To ty jej pilnujesz. Ja musze wracac. Obowiązki wzywaja.
Odszedł. Nie zastanawiając się wzielam Lucy i wyszlam z domu. Pojechalam do Ashley.
-Mamo? Dlaczego tata jest pijany? Kim są ci panowie? Gdzie jedziemy?
-Kochanie nie teraz. Zaraz ci to wyjasnie.
Nie mialam zamiaru jej mowic 'Twoj tata ma mnie w dupie i mnie nie kocha ale musi ze mną byc ze wzgledu na ciebie.'
Wlasciwie to wcale nie musi. Ja tez nie musze. Co mnie trzyma przy tym pijaku? Co jego trzyma przy mnie?

**

-Ashley wpadlam bo mialam....
Kiedy weszlam do domu przyjaciolki zobaczylam siedzącą ją okrakiem na Liamie.
-Ymm...czesc Selenka!
-Ja nie bede przeszkadzac.
Chcialam sie odwrocic i wyjsc ale uslyszalam jej glos.
-Nie stoj. Powinnam byla zamknąć dom.
-Coż to ja bede lecial.
Nagle wtrącil sie Liam.
-Nie musisz przecież...
-Pojde. Do zobaczenia misiu.
Po tych slowach cmoknął ją w usta.
-Pa kochanie.
Kiedy chlopak wyszedl ja nadal stalam jak wryta.
-"Do zobaczenia misiu"?
Powtórzylam.
-Tak. Jestem z nim. Ale nie wiem czy to wypali.
-Trzeba byc dobrej mysli. Kochanie rozbierz buty.
-A co ciebie tutaj sprowadza?
-Justin.
-Skąd wiedziałam?
-Ashley ja juz nie mam sily. Przylazl nachlany jak swinia z jakimis typami. Co ja mialam zrobic? Na co Lucy patrzy?
-A nie mowilam?
Skarcilam ją wzrokiem.
-Przepraszam. Ale ja cie ostrzegalam. Mowilam. Tłumaczylam. A ty swoje.
-Wiem ale bylam zakochana. Teraz to ja juz nie wiem sama co czuje.
-Nie mozesz z nim byc.
-A co z Lu...
-Nie będziesz się męczyc z powodu na dziecko. Dorosnie to zrozumie. Moi rodzice tez sie roziwiedli kiedy mialam 2 latka. Teraz rozumiem dlaczego. Wczesniej nie wiedzialam ale zycie nie jest łatwe.
-I co ja mam zrobic?
-Jak ten pacan wytrzeźwieje to do niego pojdziesz i mu powiesz.
-Eee nie wiem.
-Boisz sie?
-Nie.
-Boisz sie. Widzisz do czego on doprowadzil? Boisz sie go. Spokojnie ja to zalatwie.
-Nie ma mowy. Ja sama to zrobie.
Połozylam reke na glowie i w tej samej chwili ktos zacząl walic w drzwi. Domyslalam sie kto to.
-Ty siedź. Ja otworze.
Ashley podeszla do drzwi. Ujrzala Justina. Tak jak podejrzewalam.
-Czego?
Powiedziala przez drzwi.
-Gowna. Otwieraj suko!
-Spierdalaj stąd bo zadzwonie po policje.
-I co mi zrobią.
-Gowno. Idz sobie.
-Worce po Selene.
Odszedl.
-Idiota. Jak mozesz z nim zyc?
-Sama nie wiem.  Ale nie wiem tez czy sobie poszedl. Zazwyczaj tak szybko nie odpuszcza.
-Walić go. Chodź do salonu.
Reszta dnia nawet szybko zleciala. Zanim sie obejrzalam byla 22:30 a Lucy nadal sie bawila.
-Kochanie idz juz spac. Jutro przedszkole.
Powiedzialam przecierajac oczy.
-Tak wiem. Juz ide.
-I co teraz
Zapytala Ashley bez zadnych emocji.
-Co co teraz?
-Co mu powiesz dokladnie?
-Cos wymysle. Ale nie rozmawiajmy o tym teraz.
-Jak chcesz.

**rano**

Po zaprowadzeniu Lu do przedszkola wrocilam do domu Ashley. Miala dzisiaj wolne wiec chcialysmy ten dzien spedzic razem. Jednak nic nie wypalilo. Weszlam.do domu a na lodowce wisiala kartka.
'Liam mnie porwal. Przepraszam'
Aha to super. Co ja bede robic? Moze pojde na miasto? W sumie calkiem dobry pomysl.
Ogarnelam sie i wyszlam. Idąc do mojego ulubionego sklepu zobaczylam Justina. Justina i jakąś dziewczynę. Miala w reku kwiaty. On ją obejmowal. Zezloszczona podeszlam do niego.
-Co ty wyprawiasz?
-O co ci chodzi?
-Kto to jest?
-Tania.
Podala mi reke. Bezczelna.
-Kim ona jest.
-Znajomą
-Zajebiscie sie obchodzisz ze znajomymi. -Przestan robic sceny. To tylko znajoma.
-Dobra przestań. Koniec z nami rozumiesz?
-Co ty pieprzysz?
-Odwal sie.
Odwrocilam sie na piecie i poszlam w strone domu Ashley. Bylam z siebie dumna.
-Ej zaczekaj. Co ty wygadujesz?
-Nic. Po prostu to koniec. Męcze sie z tobą rozumiesz?
-Jak to?
-Normalnie. Do zobaczenia w sądzie.
Sama nie wiem co we mnie wstąpilo ze sie mu postawilam. Wtedy sie go nie balam.
Weszlam wolno do domu i opadlam na kanape. Zasnelam. Tak po prostu zasnelam.
CDN...

------------
Hej. Oto kolejna czesc <3 nie komentujecie tego :( czekam z niecierpliwoscia na komentarze. Sorki za błędy ale jestem na telefonie. To do zobaczenia:-)

piątek, 18 lipca 2014

Justin i Selena cz1.

Obudził mnie silny wiatr otulający moje ciało. Pościel leżała na ziemi a okno otwarte na oścież wpuszczało do mojego pokoju zimny powiew. Powolnym krokiem zwlokłam się z łóżka i podeszłam do okna by go zamknąć. Kiedy to wykonałam poczłapałam do łazienki gdzie zrobiłam wszystko to co potrzeba. Ubrana i uczesana zeszłam na dół. Justina nigdzie nie było. Pewnie poszedł do pracy. Zawsze zapominam kiedy ma wolne a kiedy musi isc pracowac. Podeszłam cicho do Lucy śpiącej słodko. To moja córka. Zaszłam w ciąże troche wczesnie poniewaz juz w wieku 17 lat. Justin to oczywiście ojciec. Lucy miała trzy latka Tak. Trzy lata męczę się z Justinem, ktory pije, pali i ciągle ma klopoty z polocją. Jedyny plus to to ze pracuje. Tylko gdzie? W jakiejs dziurze jako tatuażysta. Nie wiem co tak dokladnie tam.robi, poniewaz nie raz słyszałam plotki, że widziano tam prostytutki. Pytając Jusa o co chodzi wypierał się że to tylko głupie plotki. Gdyby nie Lu juz nie bylibysmy razem.

Lucy spała jak suseł więc nie tracąc czasu wyszłam do sklepu po świerze bułki. Sklep graniczył z naszym domem więc nie zajeło mi to nawet pięciu minut. Po zjedzonym sniadaniu postanowilam obudzić Lucy ponieważ była juz 8:23 a ona ma na 9 do przedszkola. Posłusznie wstała, ubrała się i zjadła po czym obie wyszłyśmy z domu. Usadziłam ją w foteliku a pozniej sama wygodnie usiadłam i odpaliłam auto.
Lucy była dzielna. Dumnie chodziła do przedszkola i byla grzeczna. Cieszyłam się bo przynajmniej ona nie sprawiała mi kłopotow.
Kiedy ją odwiozłam ruszyłam do Ashley. Jest ona moją najlepszą przyjaciółką. Odradzała mi bycie z Justinem ale jej nie posłuchałam. Miałam wtedy swoj świat.
-Hej kochanie! Co do picia?
-Kawe poproszę. - powiedziałam jakby wyczerpana.
-A co ty taka nie do życia?
-A co ty taka w humorze?
-Wiesz...poznałam kogoś. Wysoki brunet. Nazywa się Liam. Jest nieziemski.
-Liam? Fajnie. Kiedy go poznałaś?
-Jakiś czas temu. Nie mowilam Ci bo czekałam na odpowiedni moment. Ale nie o mnie mowa. Jak tam z Justinem?
-Emm...dobrze. Podasz mi cukier?
-Selena? Zostaw go. On nie jest tego wart. - Mowiąc to miała na myśli to jak wyglądam. Kiedy Lucy się urodziła Justin mi nie pomagał. Sama wszystko robiłam. Czasem moja mama mi pomogla ale ze wzgledu na jej stan zdrowia nie chciałam jej powierzac zbyt dużo obowiązków. Nie spałam, nie jadłam. Po prostu nie miałam na to czasu. Jeszcze praca. Teraz juz nie pracuje ale wtedy bylo inaczej.
-Skończ z tym. Ja go kocham. On czuje do mnie to samo. Jesteśmy szczęśliwi. - popiłam łyk kawy- Z resztą. Nie mogę pozbawić Lucy ojca. Nie zniosłaby tego.
-Ale ty nie pozbawisz jej ojca. Przecież nie mozesz się męczyc ze względu na dziecko. Jak będzie starsza to zrozumie. A Justin przecież będzie mógł ją widywać, zabierać i tak dalej.
-Ashley proszę Cię. Nie rozmawiajmy o tym. Nie mam siły. Na tym łóżku u mnie w sypialni nie da się spać. Wszystko mnie boli jak wstaje.
-Mam pomysł. Zostawie ci klucze i pojde do pracy a ty sie przespij a pozniej ogarnij bo nie za dobrze wyglądasz. Kiedy wrócę pójdziemy na kawę, poplotkujemy i odbierzemy Lu z przedszkola. Co ty na to?
-No nie wiem. Powinnam posprzątać w...
-Opanuj się. Ten ćpun i tak nie zauważy twoich statań.
-Nie nazywaj go tak. On to zauważa tylko nie wspomina.
-Tak napewno tak jest. Ok idź spać. Do zobaczenia.

Po dwóch godzinach obudził mnie dzwonek telefonu.
-Halo?
-Sel gdzie jesteś?
To Justin. Wnioskuje po jego glosie ze jest zly.
-Ymm..na mieście. Zaraz będę w domu kochanie.
-Nie kłam. Powiedz gdzie jesteś.
-Mowie ze na miescie.
-Kurwa przestan klamac i mow.
-Emm..u Ashley.
Dlaczego nie chcialam mu powiedziec? Poniewaz on i Ashley się nienawidzą. Justin nie lubi jak u nien przebywam.
-Wiedziałem. Zbieraj sie jade tam
-Ale kotku nie musisz. Ja sama wroce.
-Jade tam.
Rozłączył sie. Trochę się bałam. On był nie obliczalny. Slyszalam ze byl wsciekly. Jest juz 12:01. Szybko zpielam wlosy, umylam twarz. Zdążyłam napisac tylko SMS do Ashley że z naszych planow nici. Kiedy pisałam ostatnie slowa ktos gwaltownie zaczął walić w drzwi. Justin. Schowałam telefon do kieszeni i glosno przelknełam ślinę.
-Hej skarbie.
-Chodź.
Zamknęłam szybko dom Ashley i weszłam do auta Justina.
-Emm..skończyłeś dziś wczesniej?
-Nie udawaj idiotki. Co robilas u tej zdziry?
-Justin to nie jest zdzira. Ona jest moją przyjaciółką. Musisz to uszanowac.
-Nic nie muszę.
Powiedział przez zęby, coraz mocniej zaciskając dłonie na kierownicy. Widziałam ze jest zdenerwowany. Skupiony wpatrywał się przed siebie.
Dojechaliśmy do naszego skromnego domku. Otworzył mi drzwi i kazał wysiąśc. Złapał mnke w tali i zaczął całować. Wiedziałam co się kroi i tego sie najbardziej bałam.
-Justin nie tutaj.
Po tych slowach oderwał sie ode mnie i odszedł. Weszlismy do domu. Nie chciałam się z nim kochać, więc chciałam uciec do łazienki ale nie udalo mi sie.
-Nie uciekaj.
-Nie mam ochoty.
-Ale ja mam.
Chwycil mnie za ręke i przyciągnął. Zaczął łapczywie całować. Nie potrafił być delikatny. Zaniósł mnie do sypialni. Jeździł po moim ciele od góry do dolu. Pozbyl sie ciuchow i wbił się zupełnie niedelikatnie. Chwilę to trwało. Po wszystkim opadł obok mnnie sapiąc cieżko. Wstałam i ubrałam się. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Czułam się jak po gwałcie. Dosłownie. On mnie zmuszał. Zmuszał do tego. Zerknęłam na zegarek. 13. Za pół godziny Lucy kończy więc powinnam pojechac po auto do Ashley.
-Justin? Podrzucisz mnie to Ashley zebym mogla zabrac auto?
-Nie chce mi sie.
-Proszę. Muszę odebrać Lucy za pół godziny.
-Ewentualnie cie podrzuce.
-Dziękuje.
Powiedziałam i poszłam do łazienki aby szybko się pomalować poniewaz u Ashlay nie zdążyłam sie przygotowac. Bylam lekko zla na Justina. Mam dosyć tego ze muszę robic to czego on chce.

HEY. MACIE TUTAJ IMAGINA O JELENIE. MAM NADZIEJE ZE SIE.SPOODOBA I BARDZO PROSZE O KOMENTARZE. BARDZO PROSZE. KOCHAM WAS. DO ZOBACZENIA!:*

środa, 25 czerwca 2014

Justin :)

-Przegrałeś! - krzyknął kumpel, kiedy przegrałem zakład. - Zapraszasz tą brzydule na bal. - powiedział ze śmiechem.
-Tak wiem, i co z tego? Pójdę z nią, a i tak pewnie będę tańczył z innymi. - powiedziałem z uśmieszkiem.
-Zobaczymy. Jeszcze zobaczymy. - krzykną, po czym skierował wzrok na wchodzącą do stołówki okularnicę. Taki tam kujon ze szkoły. Mam z nią matmę i ciągle się zgłasza, pisze sprawdziany na piątki itd. - Idziesz! - krzyknął mój kolega i wykazał mi drogę. Szedłem powoli do jej stolika. Siedziała sama. Nie widziała mnie.
-Heeej! - powiedziałem i przysunąłem się nieco bliżej. - Jak masz na imię piękna?
-Selena. - odparła cicho i spuściła głowę w dół
-Ślicznie! Ja jestem...
-Wiem kim jesteś. - powiedziała niepewnie.
-Skąd? - udawałem głupka. Przecież każdy mnie tutaj doskonale zna.
-Wszyscy wiedzą. Po co tutaj przyszedłeś?
-Żeby złożyć ci pewną propozycję ślicznotko. Wiesz...od niedawna się Tobie przyglądam i naprawdę wyglądasz na miłą, fajną dziewczynę, więc może poszłabyś ze mną na bal? Wiesz jako przyjaciele.
-Przyjaciele? - powtórzyła unosząc brwi w górę. - Nawet się nie znamy.
-To możemy poznać. - uśmiechnąłem się cwaniacko i przygryzłem wargę.
-Muszę iść. Pa. - nie zdążyłem nic powiedzieć, bo znikła z mojego pola widzenia. Wróciłem do stolika moich kumpli.
-I co? Udało Ci się? - zapytał jeden z nich.
-Nie. To jakaś świruska. Nie da się z nią gadać. - powiedziałem przygryzając frytkę.
-Wiesz, że Ci nie odpuszczę? - zapytał popijając napój.
-Wiem. Przecież nie odpuszczę. Jeszcze ją zaproszę. Zobaczysz. - w głowie miałem już dziwne myśli. A co jeżeli się nie zgodzi? Wyjdę na idiotę. Co ja mam zrobić? Nie mogę odpuścić. Jestem Bieber. Justin Bieber.
*RANO*
Sobota. W końcu! Mam plan jak zdobyć tą dziunię, tylko muszę działać szybko.
Wstałem i  zrobiłem to co zawszę robię rano. Ok. godziny trzynastej zacząłem działać.
Podjechałem pod jej dom. Fajna chata, tylko że...mała? Wszedłem po schodkach i zapukałem do nie za dużych drzwi. Przez chwilę czekałem, aż zobaczyłam Selene, w szybie która znajdowała się w drzwiach. Pomachałem jej a ona zrobiła tylko przerażoną minę.
-Co ty tutaj robisz? - zapytała wystraszona.
-Spokojnie. Chcę Cię tylko zaprosić na bal. To nic złego. - zaśmiałem się. Jestem całkiem dobry w te klocki.
-Przestań. Wiem, że coś kręcisz. Nie pójdę z Tobą nigdzie. - chciała się odwrócić, ale chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. - Przestań. - powiedziała spokojnym, ale uniesionym tonem.
-Jeśli ze mną pójdziesz. - szepnąłem jej do ucha na co ona drgnęła. 
-Nie. - powiedziała stanowczo.
-No to Cię nie puszczę. - zgasiłem ją szantażem.
-Puść! - zaczęła się wyrywać, ale na nic. - Dobrze. Pójdę z Tobą, ale idź już sobie. - powiedziała, a ja puściłem jej rękę. Ona tylko zaczęła ją masować.
-To mi się podoba. - uśmiechnąłem się. - Będę o osiemnastej w sobotę. - po tych słowach odwróciłem się zadowolony i usłyszałem jedynie trzask drzwi.
Wróciłem i napisałem SMS do kumpli, że się udało. Dumny z siebie poszedłem się obijać. Reszta dnia minęła szybko.
*PONIEDZIAŁEK*
Wszyscy wariują na punkcie tego głupiego balu. Ja to olewam. Przez cały dzień tylko podrywam Selenę, żeby się nie rozmyśliła. Ona jednak mnie unikała.
~~
Cały tydzień minął bardzo szybko. Zanim się obróciłem była już sobota. Było około czternastej. W sumie to nie szykowałem się za bardzo na bal, więc znowu robiłem co mi się żywnie podoba. O godzinie siedemnastej trzydzieści ubrałem się i przeczesałem włosy. Po 1o minutach wsiadłem do auta i ruszyłem po Selenę. Mam nadzieję, że nie zrobi mi wiochy i ubierze się przyzwoicie.
Zapukałem i czekałem chwiejąc się lekko z nogi na nogę. Po chwili drzwi otworzyła mi jakaś dziewczyna. Pięknie ubrana, ślicznie umalowana. Dostrzegłem, że to Selena. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w sukience. Zawsze chodziła w spodniach i swetrach. Ma takie piękne nogi.
Uśmiechnęła się lekko i spuściła głowę.
-Ymmm...Ślicznie wyglądasz. - Tym razem nie kłamałem. Bez okularów i w rozpuszczonych włosach  jest bardzo ładna.
-Dziękuje. To co idziemy? Zaraz się spóźnimy. - Spojrzała na zegarek z wielkim skupieniem. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Yyy..Tak! Jasne! Pewnie. - Podszedłem do auta i otworzyłem jej drzwi. Ta usiadła i podziękowała.
Jechaliśmy w ciszy. Ona pachniała słodką perfumą, która pomieszała się wraz z moją.
Dojechaliśmy. Otworzyłem jej drzwi i weszliśmy do szkoły. Inni nie mogli oderwać od nas wzroku.
Ona siadła przy stoliku a ja poleciałem po poncz. 
-Ej stary! Co to za laska? Miałeś przyjść z Selenką. - usłyszałem głos mojego znajomego.
-To jest ona. Weź się nie wydurniaj. Jest śliczna. - powiedziałem popijając słodki napój.
-Mhm...Ale ciężko mi uwierzyć! Czuję się jakbyś wygrał zakład. - powiedział.
-Jaki zakład? - zapytała Selena stojąc za moim przyjacielem. - Hmm?
-Chodź. - powiedziałem chwytając ją za rękę i wyprowadzając ją z pomieszczenia. Kiedy byliśmy na zewnątrz zacząłem.  - Bo założyłem się z kolegami, że pójdę z Tobą na bal.
-Wiedziałam. - powiedziała robiąc złą minę i zakładając ręce na piersi. - Mogłam się tego po tobie spodziewać! Jak mogłam dać się nabrać?
-Ale poczekaj. To nie tak. Bo ja Cię naprawdę lubię. Wcześniej faktycznie myślałem o Tobie jak o zwykłej kujące. Która nic nie robi tylko się uczy i uczy. Ale teraz widzę, że pod tymi brzydkimi okularami kryją się piękne oczy. I pod tymi ohydnymi spodniami w kratkę, kryją się piękne nogi. Przepraszam, że wcześniej tego nie zauważyłem, wiem jestem idiotą, ale proszę wróć ze mną i zatańcz bo to jest moje marzenie.
-Twoim marzeniem jest to, żeby mną poszpanować tak? Teraz jestem ładna więc musisz się pochwalić.
-Ty zawsze jesteś ładna. ok. Jeśli nie chcesz, to nie musisz tam wracać. Ale chcę Cię przeprosić, ze nie dostrzegłem wcześniej tego piękna. - po tych słowach to ja poczułem się zawstydzony. Po raz pierwszy od podstawówki czułem się winny.
-Justin...ja nie wiem co mam zrobić. Czuję się rozdarta.
-Mogę zaprowadzić Cię do domu jeśli chcesz. - powiedziałem niechętnie bo chciałem z nią zatańczyć. I nie dlatego, że chciałem się pochwalić. Tylko dlatego, że chciałem jej to jakoś wynagrodzić. Chciałem jej poczuć, przytulić.
-Nie wiem. Bo w sumie jeszcze napiłabym się ponczu.  -uśmiechnęła się cwaniacko po czym zrobiła krok do przodu. - Może byś mi przyniósł? W końcu mnie tutaj zaprosiłeś. Pod przymusem ale jednak.
-Nie żałuję. - powiedziałem i specyficznym gestem zaprosiłem ją do środka.
Udało mi się ją zaciągnąć na parkiet. Nie patrzyłem czy ktoś się śmieje, czy zazdrości. Byłem szczęśliwy, że mogę powiedzieć jej, że cieszę się, że to właśnie z nią tutaj przyszedłem.
Po chwili spojrzałem w jej piękne, brązowe oczy. Lekko się przechyliłem i połączyłem nasze usta. Ona tylko się uśmiechnęła i przytuliła do mnie kołysząc się w rytm piosenki. Byłem tak bardzo szczęśliwy jak nigdy.
*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Od balu minął miesiąc. Selena jest teraz ze mną. Troszkę zmieniłem jej styl, bo przeginała z tymi spodniami w kratkę, ale w sumie w nich też wyglądała sexy. Teraz nosi rurki. Jesteśmy szczęśliwą parą, a ja też się troszkę zmieniłem. Teraz już nie zakładam się o dziewczyny, bo mam najlepszą dziewczynę na świecie.
-------------------------------------------------------------------------------------
hey! witajcie w nowym imaginie o Justinku i Selenie <3
mam nadzieję, ze się wam spodoba :)
pamiętajcie że -----------------> czytasz=komentujesz!
  Także kc miśki <3333

piątek, 20 czerwca 2014

Nicki Minaj!

Święta! W końcu. Tak długo o nich marzyłam. Odpoczynek od pracy. Dzień całkowicie spędzony z rodziną. Jestem taka zadowolona.
Podeszłam do szafki, aby wyciągnąć kolekcje talerzy mojej mamy. Wyciąga je tylko na specjalną okazję. Powoli zaniosłam je na stół i rozłożyłam. Mama pewnie wydzierałaby się gdyby coś im się stało. Przygotowywaliśmy różne potrawy. O tym marzyłam przez cały rok. W końcu w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ja szybkim krokiem wparowałam do przedpokoju i otworzyłam. Taaak! Ciocia Olivia! Za nią najbardziej tęskniłam. Gdy byłam mała ona zawsze się mną zajmowała.
-Hey! - rzuciłam się jej w ramiona.
-No cześć Nicki! Jak się masz? Dawno się nie widziałyśmy...
-No tak to prawda. Jak się mam? Dobrze, a nawet bardzo dobrze! A Ty? Jak tam u Ciebie?
-Hmm...Po staremu. Wiesz wujek ciągle się obija. - wskazała wzrokiem na wujka stojącego za nią. On tylko przewrócił oczami a ona popadła w lawinę śmiechu. - Ale oprócz tego jest całkiem nieźle.
-To świetnie. Chodźcie do kuchni i salonu.
Weszliśmy szybkim krokiem do salonu a tam czekały na nas same pyszności!
*1h później*
Czas na prezenty! Rozpakowałam swój i co ujrzałam? Piękną sukienkę, oraz kosmetyki. Tak! W końcu! Ja dawałam prezent mamie i cioci. Dałam im dużo kosmetyków i innych różnych bzdur.
-Ok kochani muszę coś ogłosić! A więc jestem w ciąży! - powiedziałam dumna z siebie.
-To gratulacje! - odpowiedziała ciocia, a wszyscy zaczęli bić brawo!
*2h później*
Byłam już lekko senna, a wujek zanudzał mnie opowieściami z Narnii. Oczy same mi się zamykały. Jak widząc on tego nie zauważył, albo mu to nie przeszkadzało bo nawijał jak katarynka. Bez przerwy. A może mi się tylko wydawało? W końcu byłam taka śpiąca, ze chyba byłam w półśnie.
Wreszcie przestał. Była cisza i spokój. Położyłam się na kanapie. Mama z ciocią rozmawiały w kuchni, a wujek coś pożerał! Zasnęłam. Obudziłam się rano i ujrzałam jeszcze kurtkę cioci i buty wujka. Ucieszona poszłam posprzątać po wczorajszym. Tak! To zdecydowanie był najlepszy dzień w roku!

Rihanna

Leżałam zapłakana po moim ostatnim koncercie. Byłam szczęśliwa, ale z drugiej strony też smutna. Zostawiam fanów już na zawsze, ale to też lepiej dla mnie. 
Leżałam, słuchając muzyki.
Leżałam spoglądając w sufit.
Leżałam marząc o tym co przeżyłam.
Leżałam wspominając ostatni występ....
Tłumy krzyczały. Na scenie walały się różnego rodzaju bielizna. Kwiaty. Tłumy patrzały w moje oczy. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Łzy szczęścia i rozpaczy. Oni też płakali. W końcu byli częścią mnie. Bez nich nie istniałam. Śpiewali moje piosenki. Byłam dumna z tego, że tak dużo wspaniałych chwil z nimi przeżyłam. Rzucając w nich płatkami kwiatów. Byłam tak bardzo zachwycona. Tym co dla mnie robili.

Zeszłam ze sceny. Płakałam. Było tam tak dużo ludzi którzy płakali wraz ze mną. To było wspaniałe uczucie!
Przetarłam oczy. Wzięłam głęboki wdech! Przecież to nie musi być koniec. To że mój głos uległ zmianie nie znaczy, że nie mogę robić czegoś innego w kierunku mojej sławy.
Wstałam i poszłam się przebrać. 

*Pare miesięcy później*
Mój dom też nieco się zmienił. Zmieniłam styl. Byłam przekonana, że tamten już do mnie nie pasuje. Teraz zamiast czerwonego wystroju górował kremowy i brąz.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i ujrzałam mojego męża z małą Carry na rączkach. Odebrał ją z przedszkola. Bardzo się cieszę, że mnie wyręcza. 
-Hej skarbie! - przywitał się i cmoknął mnie w policzek.
-Hej! - wyciągnęłam ręce po małą. Ostrożnie mi ją oddał i poszedł do kuchni. - Carry? Byłaś grzeczna? - zapytałam ze śmiechem. Mała tylko skinęła główką i zaczęła mi się wyrywać, abym puściła ją na ziemię. Poszłam w ślady mojego kochanka i weszłam do kuchni. Ten jak zwykle siedział z głową w lodówce. Na stole zobaczyłam gazetę. Byłam tam. Ale ja już dawno skończyłam karierę. Otworzyłam i ujrzałam napis:
                                                        Rihanna - królowa stylu!
Może i Riri skończyła ze śpiewem, ale na pewno nie skończyła z dobrym stylem. Poniższe zdjęcia na dowód. 

To zdjęcie jest dowodem, ze Riri to nasza królowa stylu. 

Zobaczywszy to zdjęcie zaczęłam się uśmiechać. Zostało zrobione już dawno, ale cieszę się, że nadal o mnie piszą. Rzuciłam gazetę w drugi kąt i poszłam do salonu. Carry bawiła się, a mój mężuś zrobił nam zapiekankę. Od teraz prowadzę normalne życie. 

---------------------------------------
heyo! oto imagin z Rih <3 Fajny??
A jak Wam mija dzień? Dzisiaj miałam urodziny, więc troszkę mógł mi nie wyjść, ale mam nadzieję, ze nie jest zły <3 
good bye! 


czwartek, 19 czerwca 2014

Ariana cz. 3 -ostatnia :(

Moja ciocia leżała poprzypinana do różnych kabelków, miała bandaż na głowie i połamane nogi. To było straszne. Przez chwilę stałam bez ruchu wpatrując się w Anitę. Po pewnym czasie ruszyłam w jej stronę. Czułam się dziwnie. Wcześniej nie miałam bliższych kontaktów z ciotkami. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc z odrobiną krępacji w głosie zapytałam.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. - wyszeptała. Słyszałam że nie ma siły nic mówić.
-Mogę wiedzieć co się w ogóle stało? Co wyście narobiły?
-Proszę nie krzycz. To nie tak. - westchnęła. - To Rose prowadziła. Ja nie chciałam.
-Najlepiej zwalić wszystko na zmarłego. Jak ci nie wstyd? Przecież ty mogłaś zginąć tak samo jak Rose. A co ze mną? Co ja teraz zrobię? Wiesz, ze będę musiała mieszkać z rodziną zastępczą? A jak to będą jakieś świry? Co ja mam teraz zrobić? Czy wy w ogóle pomyślałyście o mnie?
-Przepraszam. Ja nie wiedziałam. Ale jak to w rodzinie zastępczej? Przecież żyje. - odparła a ja usiadłam na krześle obok łóżka.
-Lekarz i policja tak mówili. Powiedzieli, że nie wiadomo co się może z tobą stać i muszę mieszkać z tą głupią rodziną.- odwróciłam głowę w bok. - Z reszta i tak się mną nie zajmowałyście. - zapadłą cisza. Irytująca cisza. Spojrzałam na nią kątem oka, ale wszystko było w porządku. - Muszę już iść. Cześć. - Nie usłyszałam odpowiedzi. Co za baba! Najpierw ma mnie gdzieś, później jeździ pijana i zabija wszystkich tylko nie siebie a teraz się obraża? Z jednej strony to dobrze że w końcu się uwolnię od tej wariatki, ale z drugiej jeśli trafie na gorszych idiotów? Nie wiem co mam o tym myśleć.
Wyszłam na korytarz. Zobaczyłam tam Liz i jej tatę, siedzących z opuszczonymi głowami. Podeszłam do nich i stanęłam na przeciwko nich.
-I co? - zapytała Liz a jej tata przeszywał mnie wzrokiem co było trochę krępujące.
-Nic. Ma połamane nogi i jest w ogóle cała połamana. Może w każdej chwili umrzeć. A najgorsze że teraz będę musiała mieszkać z jakimiś ludźmi których kompletnie nie znam. - powiedziałam ze łzami, ale powstrzymałam się od płaczu.  Liz mnie przytuliła. Jej tata odwiózł mnie do domu. Tam musiałam sobie wszystko poukładać.
*Parę dni później*
 Jestem już spakowana, a za parę minut jadę do mojej nowej rodziny. Czy jestem szczęśliwa? Nie! Ale nie mam innego wyboru. Wzięłam potrzebne rzeczy, pożegnałam się z Liz i jej rodzicami, a następnie wyjechałam do Doncaster. To kawał drogi stąd. Jakaś godzina. Ale to nie kłopot. Będę się widywać z przyjaciółmi i ciotką. Jak w ogóle przeżyje. Jej stan się polepsza, więc myślę, że będzie dobrze.
*1h później*
Podjechaliśmy pod wielki biały dom z ogrodem i prześlicznym tarasem z widoczkiem. Przez chwilę zastanawiałam się, czy tutaj przypadkiem nie mieszka jeszcze z dziesięć innych dzieci, ale z tego co mi mówiono mieszkają tutaj trzy osoby. Pani Evans i jej mąż Pan Evans, oraz ich syn, szesnastoletni Drake Evans. Bałam się, że mogą być dla mnie niemili tak samo jak ciotki, ale gdyby tak było, to pewnie nie byliby rodziną zastępczą.
Wysiadłam powolnie z auta. Moje walizki też zostały wyciągnięte. Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi, za mną kroczyła pani z opieki. Zapukałam i jedyne co mi pozostało to czekać, aż ktoś otworzy.
Po chwili drzwi się otworzyły, a mnie przeszedł dziwny dreszcz. Motylki w brzuchu zaczęły się nasilać. Chciałam uciec, ale wiedziałam, że to nic nie da. Ukazała mi się kobieta, w ciemnych spodniach, zwężanych przy nogawkach, w białej bluzce z koronką oraz genialnie ułożonych, krótkich włosach do szyi. Z uśmiechem na ustach zaprosiła nas do środka. Ściągnęłam buty oraz kurtkę i powędrowałam na wskazane mi miejsce. Do salonu. Weszłam niepewnie. Tam czekało na mnie dwóch facetów. Jeden to Pan Evans a drugi to jego syn. Obaj wstali i zaczęli iść ku mnie wyciągając ręce i przyjaźnie się uśmiechając. Podałam im rękę i lekko się uśmiechnęłam. Przedstawiliśmy się sobie. Wydają się fajni. W sumie to byłam nawet pewna siebie ale tylko do czasu, bo kiedy pani z opieki zamknęła za sobą drzwi zaczęłam panikować. Byłam przerażona. Sama nie wiem dlaczego. Po krótkim czasie trochę mi przeszło. Pani Anna. - bo tak miała na imię moja nowa macocha. -  Zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Był prześliczny. Biała kanapa, telewizja i laptop! To muszą być bardzo bogaci ludzie. To było widać na pierwszy rzut oka.. W moim dawnym pokoju, była tylko szafa, komoda i lustro. A co gorsza dzieliłam łazienkę z tymi świniami. Czułam się tam jak w chlewie. Tutaj jest bardzo przyjemnie. Czysto, schludnie. Zawsze marzyłam o takim pokoju.
*Parę minut później*
Siedziałam na kanapie, jeszcze trochę zadziwiona całym zdarzaniem. To dla mnie nowość.  Usłyszawszy pukanie do drzwi zawołałam dość słyszalnie ,,Proszę!" . W drzwiach zobaczyłam Drake'e (czyt.Drejka).
-Ymm...Hej.- powiedział stojąc w drzwiach.
-Hej. Siadaj. - posłałam mu uśmiech. Chłopak go odwzajemnił i usiadł na kanapie.
-To ten...Ile masz lat? Znaczy wiem ile ale pytam. - spuścił głowę w dół na co ja zaczęłam się śmiać.
-Skoro wiesz to po co pytasz? - troszkę go zgasiłam, na co on uniósł głowę i się uśmiechną.
-Mama kazała mi tu przyjść i się poznać. - Ah no tak. A czego ja się spodziewałam.
-Aha. No więc co chcesz widzieć? - nie owijajmy w bawełnę.
-Wszystko. Jesteś moją siostrą. - Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Siedzieliśmy tak ze dwie godziny poznając się. Dowiedziałam się co lubi robić, jakie są jego zainteresowania i co najważniejsze jakie zwyczaje panują u niego w domu. Bo w końcu muszę to wiedzieć, żeby nie zrobić nic głupiego. Później trochę opowiedziałam o sobie i tak upłynęły nam dwie godziny
*Parę lat później*
Mam już normalny dom, rodzinę i szczęście. Mam niesamowitego chłopaka i co najlepsze dostałam się na kasting do programu telewizyjnego ,,Sam i Cat". Jestem bardzo szczęśliwa.
Mój kontakt z ciotką się urwał. Wiem tylko, że żyje i że chyba się ogarnęła. Niech sobie teraz spokojnie żyje, a ja nie będę jej przeszkadzać. Co do Liz. Czasem się widujemy, piszemy. Teraz kiedy jestem już pełnoletnia, razem z Liz mamy zamiar razem zamieszkać. Ona przeprowadzi się tutaj, do mojego domu. Niestety z innymi moimi znajomymi też nie mam już kontaktu, ale jakoś nie rozpaczam. Tutaj poznałam fajnych ludzi w szkole i nie tylko. Co do moich rodziców. Ten dom jest tak duży, że zgodzili się pomieścić jeszcze Liz. W końcu tworzymy normalną rodzinę.
Witajcie!
Jak Wam się podoba ostatnia część Ariany? Mam nadzieję, ze chociaż troszkę!
Zapraszam Was też na inne imaginy.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
jEŚLI BĘDĄ 3 KOMENTARZE DODAM NOWĄ CZĘŚĆ O CARZE!  

sobota, 14 czerwca 2014

Ariana cz. 2

Rano obudził mnie budzik. Z resztą jak zawsze.Przetarłam oczy i podeszłam do lustra. Zobaczyłam tam potwora. Moje rude włosy porozwalane były na wszystkie możliwe strony, a mój makijaż którego wczoraj nie zmyłam był tak rozmazany że aż zrobiłam krok do tyłu. Lekko się chwiejąc poszłam do toalety.Po wykonaniu potrzebnych czynności,  poszłam do kuchni coś zjeść. Od wieczora nic nie jadłam. Weszłam niepewnym krokiem do pomieszczenia ale nikogo nie dostrzegłam. Zjadłam tosty, popijając herbatą i weszłam do salonu. Nic. Pusto. Ciekawe gdzie się znowu szwendają te baby. Wyszłam na taras, ale tam też było pusto. Pomyślałam, że pewnie były na imprezie i teraz śpią w jakiś klubach czy domach swoich nowych facetów. Włączyłam TV i zaczęłam coś oglądać. Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Dziwne ponieważ ciotki raczej wchodzą pewnym krokiem. Może są jeszcze pijane? Otworzyłam drzwi a tam ukazali się dwaj policjanci. Stanęłam bez ruchu i byłam ciekawa co te idiotki znowu narobiły?
-Dzień dobry. Ariana Grande? - zapytał jeden z policjantów.
-Tak. - odpowiedziałam krótko.
-Musisz pojechać z nami. Okazało się, ze twoje ciocie miały wypadek. Jechały pijane autem. Jedna nie żyje, a druga jest w bardzo ciężkim stanie. Proszę z nami. - ŻE CO? Ja wiedziałam, że one coś narobią, ale żeby aż tak narozrabiać? Byłam cała roztrzęsiona, nic do mnie nie docierało. Wiedziałam że teraz będę miała jeszcze gorzej niż wcześniej. One dawały mi pieniądze a teraz? Z resztą jedna nie żyje. Która? Nie wieże w to.
Posłusznie udałam się do radiowozu nic nie mówiąc. Bałam się odpowiedzi. Weszliśmy na komisariat.  Zaczęli zadawać mi zupełnie niepotrzebne dla ich informacji pytania. Na niektóre z nich nawet ja nie znałam odpowiedzi. Byłam tak bardzo zdenerwowana. Moje ręce trzęsły się jak nie wiem co.
Po dwóch godzinach skończyliśmy. Powiedzieli mi że jechali z nimi jacyś faceci, którzy zginęli na miejscu. Dowiedziałam się też, że Rose nie żyje, a Anita jest w szpitalu. Jest mi smutno, ponieważ w jakiejś cząsteczce mojego ciała były dla mnie ważne. Były moją rodziną. Nie wiem jak to dalej będzie. Nie pozwolona mi na razie zobaczyć cioci. Nie ukrywam że nie chce jej widzieć, ale muszę. Nie mogę jej tak zostawić.
Siedzę na tym szpitalnym korytarzu już z 3 godziny. Nie wiem kiedy mnie wpuszczą do Anity, ale wiem, że zaraz umrę z gorąca. Czy oni tutaj nie mają klimy? Miałam dosyć. Zanudzona i zmęczona ze spuszczoną głową siedziałam na krześle. Nic innego mi nie pozostało. Tylko czekać. Postanowiłam, że muszę zawiadomić Liz. Musi wiedzieć.
-Halo? - zapytałam drżącym głosem.
-Halo? Ari? Co się stało? Dlaczego masz taki głos? - Słychać było, że jest zaniepokojona.
-Muszę ci coś powiedzieć. Moja ciocia Rose...wiesz która. Ona nie żyje. Anita jest w ciężkim stanie. Jechały pijane autem i miały wypadek. Zabiły jeszcze dwóch facetów, którzy też z nimi jechali. Nie wiem co teraz będzie. - Liz nic nie odpowiedziała. - Liz? Słyszysz? Liz?
-Tak słyszę....Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi. Jezu aż mnie zatkało.
-Nic nie musisz mówić. Mnie też na początku zatkało. Nie wiem co mam zrobić. Nie wiem jak to wszystko będzie.  - Rozpłakałam się do słuchawki. Już nie mam siły.
-Uspokój się Ariana! Wszystko się ułoży. Poczekaj zaraz tam będę. - Nawet się nie pożegnała, tylko szybkim krokiem się rozłączyła. Ja czekałam. Czekałam i czekałam, aż w końcu przyszła policja.
-Ariana Grande? - pytali już o to. Co za ludzie? Skleroza?
-Pytał pan już o to. Tak.
-Musimy porozmawiać.
-Teraz? - powiedziałam zażenowana. Nie miałam siły im nic tłumaczyć. - Męczyliście mnie przez dwie godziny. Dajcie już spokój.
-Teraz chodzi o Ciebie. Nie masz ukończonych osiemnastu lat. Masz piętnaście tak?
-Tak.
-Do ukończenia osiemnastu lat będziesz musiała przebywać z rodziną zastępczą. Wiem, że to nie jest łatwe, bo każde dziecko musi się przyzwyczaić, ale dasz radę. - powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach. Miałam ochotę mu przywalić. Co mam do stracenia?
-Ale jak to? Anita żyje. - powiedziała z lekką nutką przekonania w głosie.
-Tak, ale jej stan się pogarsza. Niestety może w każdej chwili umrzeć. Nie możemy ryzykować. - powiedział po czym wstał. - Idę teraz do lekarza, dowiedzieć się czegoś więcej. Ty tutaj poczekaj, a jak wrócę to przekaże ci potrzebne informacje. - Po tych słowach zniknął w tłumie ludzi przechodzących przez korytarz. Skuliłam się na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Po paru minutach poczułam czyjąś rękę na karku. Odwróciłam głowę i ujrzałam Liz. Przytuliła mnie najmocniej jak umiała.
-Jak tu przyjechałaś? - zapytałam.
-Tata mnie przywiózł. A ty?
-Z policją. - zaśmiała się cicho po czym oderwała się ode mnie i powiedziała. - Co z Anitą? Jak się czuje?
-Nic nie wiem. Nic mi nie powiedziano. Policja mi przekazała, ze muszę iść do rodziny zastępczej póki nie ukończę osiemnastu lat.Nie wiem co ze mną będzie.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Siedziałam z nią na korytarzu jeszcze przez godzinę, aż w końcu swoją obecnością uraczył nas lekarz.
-Pani Ariana Grande? Pańska ciocia się wybudziła. Proszę za mną. - szłam wolno za doktorem. W końcu stanęłam przed salą numer siedemnaście. Otworzyłam niechętnie drzwi, ale to co zobaczyłam przyprawiło mnie o dreszcze...
CDN!
------------------------------------
Witam wszystkich. Oto kolejna część imagina o Arianie <3 Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Myślałam nad nim sporo czasu :) 
Za niedługo wakacje, więc....KTO SIĘ CIESZY? Ja się baaaaardzo cieszę <3 w końcu będzie luz :)
Przypominam Wam o zasadzie --------------------> CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
JEŚLI NIE MACIE MOŻLIWOŚCI SKOMENTOWANIA, TO ZAPRASZAM NA MOJEGO ASKA:     http://ask.fm/GwiazdyZabawy TAM MOŻECIE PISAĆ SWOJE OPINIE NA TEMAT TEGO BLOGA :)
Pozdrawiam Was serdecznie :*