wtorek, 12 sierpnia 2014

Justin i Selena cz.3

Obudzilam sie i zobaczylam obok siebie Ashley siedzącą na fotelu, pijącą cos z kubka. Oglądała telewizje. Wpatrzona w ekran nie zauwazyla ze sie obudziłam.
-Ekhm..
-O Sel! Wstałas? Jak sie spało?
-Dobrze. Gdzie Lucy?
-Liam pojechal po nią. Spokojnie mozesz mu zaufac.
Powiedziala z usmiechem na co ja odpowiedzialam tym samym.
Zmieniłam pozycje z leżącej na siedzącą i sięgnełam po chipsa ktory grzecznie czekal aż zostanie zjedzony. Tak jak reszta chipsów w misce.
-Widziałas sie z Justinem?
-Tak. Na miescie. A co?
-Ciągle wydzwaniał na twoj telefon. W koncu go wyciszylam.
-Emm...to dobrze. Nie mialam ochoty z nim gadac.
-A cos sie stalo? O czymś powinnam wiedziec?
-W sumie to tak. Zobaczylam go dzisiaj z jakąś laską. Wyglądala jak dziwka. Ale mniejsza. Wiesz podłapał ją za tyłek przy okazji. No i podeszlam do niego. Tlumaczyl sie ze to jego znajoma a ona podala mi reke na przywitanie.
-Nie gadaj.
-Nazywa sie Tania. Wiec powiedzialam mu ze to koniec. Wiesz nie dlatego ze złapał ja za dupe tylko za inne rzeczy ktore mi zrobil. Za te przykrosci. Juz nie moglam z nim byc.
-Dziewczyno nie wierze. Ty sie mu postawilas? A co on na to.
-Zdziwil sie ale nie uległam. Zapytal co ja wygaduje i w ogole. Idiotyzm. Skoncze z nim raz na zawsze. Po prostu to juz koniec.
-Jejku jak sie ciesze.
Po tych slowach Ashley przytulila mbie.mocno na co ja wyszczerzylam ząbki. Bylam tak samo szczęsliwa co ona. Moze troche bardziej.
-Czekaj.
Przerwała.
-Slysze auto. To Liam i Lucuś. Ide otworzyc.
-Ok.
Ashley pobiegla a ja sięgnęłam po kolejnego chipsa.
-Cześć mamuś.
-Hej kochanie. Chodz tutaj. Jak tam w przedszkolu?
Corka podeszla do mnie i sie przytulila.
-Dobrze. Pani powiedziala ze bylam grzeczna. Moge chipsa?
-Mozesz kotku.
Odezwala sie Ashley.
-Dziękuje ciociu.
-Ależ proszę.
-Kochanie jestes glodna?
-Tak.
-Ok. Ashley my zaraz wracamy do domu.
-Ale czemu?
Zapytala dziewczyna tuląca sie do Liama
-Eh wiesz. Musze porozmawiac z Justinem. Nie mam zbyt wiele czasu. Wiesz o co chodzi.
Ashley dobrze wiedziala ze chodzi o to ze spiesze sie by zastac go trzeźwego.
-Ok my idziemy. Dziękuje Ci Liam ze pojechales po Lucy.
-Nie ma sprawy.
-Pozegnaj sie Lu.
-Pa wszystkim.
Weszlysmy do auta.
-Chcesz cos z miasta do jedzenia czy w domku cos zjesz?
-W domku.
Powiedziala z usmiechem.
-Dobrze Lucuś.
-Mamo?
-Tak?
-Tęsknie troche za tatą.
-Ale jak to? On caly czas jest w domu skarbie.
-Ale albo jest piajny albo gdzies znika na cale dnie wiesz?
Po takich slowach z ust 3 letniego dziecka moja adrenalina podskoczyla o 100% 
Ze złosci zacisnęłam ręce na kierownicy i dodałam gazu. Byłam tak bardzo wsciekla na Justina ze chcialam go zabic.
-Co sie stalo?
-Nic kochanie. Przypomnialam sobie cos.
**

Weszlam do domu z nadzieją ze Justin bedzie trzeźwy i ze w ogóle będzie.
-Justin? Kochanie idz na gore.
-Dobrze.
-Justin?
-Co?
Usłyszalam glos dobiegający z kuchni. Bez wahania pobieglam tam. On stal spokojnie oparty o blat i gapil sie w telefon. Podeszlam blizej i dalam mu w twarz.
-Pojebalo cie?
Rzucil telefon gdzies obok i lekko mnie szturchnąl.
-Co robisz? Dlaczego mnie popychasz?
-Dlaczego mnie bijesz?
-Dlatego ze przed chwilą nasza corka powiedziala ze za tobą tęskni. Wiesz dlaczego? Bo masz ją głęboko w dupie.
-Nie prawda nie mam jej w dupie. Ona wymysla ma 3 lata.
-Wiesz co mi jeszcze powiedziala? Ze ciągle jestes pijany albo cie nie ma w domu.
Troszke go zatkalo.
-To koniec. Koniec z nami.
-Chyba żartujesz.
Chwycil mnie mocno za rękę wbijając paznokcie w skure. Syknęłam z bólu próbując sie wyrwac ale na darmo.
-Nie zartuje. Nie będe z pijakiem rozumiesz? Nie chce zeby Lucy widziala to co ty wyprawiasz. Nie chce zeby miala takiego ojca i po latach zachowywala sie tak jak ty.
-Oszalałas? Zostaniesz ze mną. A co do dziecka to nie ma najgorzej.
-Ty jestes jakis nienormalny. Idz sie leczyc idioto. Co ty myslisz? Ze ona sie cieszy ze ma ojca? Ona czuje sie jakby go nie miala.
Po tym wszystkim uderzył mnie mocno w twarz. Spojrzal na mnie wsciekly i zaczął przepraszać.
-Pieprz sie.
Krzyknelam i pobieglam po Lucy aby zabrac ją z tego domu wariatow ale Justin pobiegl za mną.
-Co sie dzieje?
-Nic skarbie ale musimy jechac do cioci. Chodz idziemy.
-Nie idziecie.
Powiedzial Justin po czym podszedl do Lucy.
-Skarbie moze pojdziemy gdzies do parku?
-Nie. Nigdzie z nią nie pojdziesz. Zostaw ją. Chodz wychodzimy Lu.
-Dlaczego mamo?
-Bo teraz jedziemy. No chodz.
-Nie idziesz.
-Idziemy chodz.
Lucy wstala i podala mi ręke. Zleciałam szybko po schodach i kazalam Lucy isc do samochodu a ja pobieglam po telefon.
-Selena.
Uslyszalam glos Justina.
-Zostaw mnie.
Szukalam telefonu ktory gdzies tutaj byl.
-Porozmawiajmy.
-Nigdy. Jestes juz nikim dla mnie rozumiesz? Nikim. Skonczknym dupkiem. Ujrzałam telefon na sofie wiec po niego ruszylam.
-Przestan. Uspokoj sie.
-Nie. Zostaw mnie.
Wzielam telefon i chcialam uciekac ale on mnie zatrzymal.
-Puszczaj idioto!
-Zamknij sie. Odwala ci juz do konca? Co ty wyprawiasz? Oszalalas?
-Zrobilam błąd będąc z tobą przez tyle lat. To wyprawiam ze koncze z tobą raz na zawsze. To koniec. Nie zmienisz tego.
Wyrwalam sie i ruszylam do auta.
-Mamo co sie stalo?
-Nic siadaj. Jedziemy do cioci.
-Ale dlaczego nie moglam isc z tatą.
-Bo nie. Koniec tematu.

**

-Selena? Co ty tu...
-Przeszkadzamy?
-Nie coś ty. Wejdźcie.
-Dzięki.
-Lucy idz do wujka Liama. Co sie stalo?
-To co zwykle. Po prostu definitywnie koncze z Justinem. I tyle.
-Musial przegiąć. Pomoge ci nie przejmuj sie. Sluchaj. Nie mysl o tym. Napijesz sie czegos? Alkohol dobrze ci zrobi.
Powiedziala z cwaniackim usmieszkiem.
-Zwariowalas? A co z Lu?
-Liam sie nią zajmie. Nie moze pic. Ma jedną nerke i mogloby mu sie cos stac. Pojdzoe ją uspac czy cos.
-No nie wiem.
-Eh no weź. Raz musisz.
-No dobra ale nie przesadnie.

**

-Lucy spi. Ja bede sie bral do domu.
-Liamuś misiaczku nigdzie nie idziesz.
Ashley byla dosc pijana. Ja natomiast wypilam jedno czy dwa piwa.
-Ashley przestan.
-Nie ma mowy. Jak wyjdziesz to sie obraze. Przytul mnie a nie uciekaj.
Zasmialam sie dopijając piwo.
-Nie gniewajcie sie ale bede szla spac.
-Pijemy jeszcze po jednym Selcia. Siadaj. -Nie Ashley. Ide juz na gore.
-Siadaj kurwa mać.
-Okej. Tylko jednego.
Wypilam to ohydztwo i poszlam popic. Pozniej ulotnilam sie do Lucy. Ashley jeszcze siedziala na dole z Liamem ale po paru minutach ucichla a Liam zgasil swiatlo. To oznaczalo ze zasnela. Ja zrobilam to samo.

RANO

-Hej.
Podeszlam do lodowki wyciągajac z niej mleko. Dzisiaj wolne i od przedszkola i od pracy.
-Witam.
Powiedzial Liam.
-Ashley jeszcze spi?
Zapytalam.
-Emm tak tak. Wczoraj za duzo wypila.
-Tak. Troche za duzo.
Zasmialam sie a Liam powędrowal do łazienki.
-Selenka?
Ashley sie obudzila.
-O! Prosze prosze. Czyzby to nasz pijana spiaca krolwena?
-Przestan i podaj mi cos na glowe.
-Kapelusz moze byc?
Zapytalam rozbawiona.
-Tabletke deklu.
-Tak wiem.
Smialam sie z niej. Smiesznie wygladala leżąc na kanapie skacowana na maksa.
-Jak wytrzezwiejesz to wymyslimy cos na Justia, ok?
-Jasne. Ale wątpie ze dzisiaj uda mi sie wytrzezwiec.
-Powodzenia.
Zasmialam sie. Ashley tylko jęczala z bolu. Wrocil Liam i wlaczyl telewizor. Lucy jeszcze spala. Byla dziewiąta. Czulam sie swietnie. Nie bylam sama. Mialam Ashley. Ona mi pomoze. Moge na nia liczyc.

14 lat pozniej.

-Halo?
-Sel? Czesc tu Justin. Czekam na Lucy pod domem.
-Juz idzie.
Wcisnelam czerwoną sluchawke.
-Lucy? Gotowa?
-Tak juz schodze. 
-Pospiesz sie ojciec czeka.
-Ide przeciez.
Usiadlam na krzesle popijając kawe. Obok siedziala Elle. Corka Ashley i Liama. Miala 16 lat. Lucy miala 17. Ashley sidziala na przeciwko a Liam oglądal telewizje z synem Olivierkiem. Miał 5 lat ale byl taki zabawny. Niesamowity.
-Lucy ojciec!
-Juz!
Corka zbiegla z walizka po schodach.
-Bądź ostrozna. Wszystko masz? Pieniądze, bielizne?
-Mamo ile mam.lat zeby nie pamietac o takich rzeczach?
-Zadzwon jak dojedziecie.
-Jasne. Do zobaczenia.
-Trzzymaj sie skarbie.
-Jaki skarbie yhh
-To słonce.
-Tak lepiej.
Krzyknela i wsiadla do samochodu.
Martwilam sie o nią. Justin co prawda sie zmienil. Zaczął chorowac przez picie i opamiętal sie. Teraz juz nie wezmie do usr ani kropli alkoholu. Ale po rozstaniu sie z nim omalo nie zapil sie na smierc. Dobrze ze przyjechalam po rzeczy. Nasz zwiazek nie mial przyszlosci. Oczywiscie dlugo po tym prosil mnie o powrot ale bylam nie ugieta. Wiec dal spokoj. Teraz czuje sie bezpieczna. Po Justinie nikogo nie mialam. Skupilam sie na pracy i dziecku. Lucy jakos przyjela rozstanie. W koncu musiala. Z reszta ma 17 lat. Jest juz prawie dorosla.
Teraz mam normalny domek dwuosobowy. Ashley mnie odwiedza wraz z rodziną. Duzo sie zmienilo.od tamtego czasu. Na szczescie na lepsze.

______________
hey. wiem ze jest pozno xd ale zostalam.poproszona o imagin takze napisalam go dzisiaj. i jak sie wam podoba? mam nadzieje ze fajny :) pisalam go dluzej niz normalnie hahha
pozdrowionka misie i dobranoc xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz