-Czys ty zwariowala?
-Ale o co ci chodzi. Przeciez jesten pelnoletnia. Sama decyduje o tym co robie.
-Ale tatuaz? Dlaczego z nami tego nie uzgodnilas?
-A po co? I tak byscie sie nie zgodzili.
-A masz pewnosc?
Wtrąciła sie mama.
-Wlasnie. Jestes nienormalna. A jak ci sie znudzi?
-Tato! Nie znudzi. Jest maly.
-Na caly nadgarstek.
-To maly. Dajcie mi spokoj.
Wybieglam z kuchni i polecialam do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i schowalam go do szafki po czym usiadlam do laptopa.
RANO
Obudzil mnie SMS. Z racji tego ze dzis weekend spalam do pozna. Czyli do 9. Zazwyczaj wstaje o 5 lub 6.
Przetarłam oczy i zerknęłam na telefon.
Od Katy.
"Spotkajmy sie dzisiaj. Chce zobaczyc twoj skarb. Za kosciolem o 12. Kocham. Pa"
Skarb? Dlugo sie zastanawialam co to moze byc ale doszlam do wniosku ze chodzi o tatuaz.
Wstałam i lekko polozylam stopy na podlodze. Podeszlam do lustra. Masakra. Weszlam do lazienki i poszlam pod prysznic. Czyściutka i ubrana w czarne spodnie, czerwoną koszule i trampki zeszlam do kuchni.
-Cześć.
Powiedziala mama oschle.
-Hej. Wychodze za godzine.
-Gdzie?
-Do Katy.
Podeszlam do apteczki wyciągając bandaż. Musialam zmienic opatrunek na tatuaz.
-Tata pojechal do pracy. Wiesz ze pracuje w weekebdy. Ja jade do cioci Li.
-Do tej dziwnej wychudzonej?
Zapyalam owijając ręke nowym, czystym bandazem.
-Dobrze wiesz ze nie je mięsa. Zamknij dom i okna. Pogoda dzisiaj nie jest zbyt ładna. Moze padac.
-A kiedy masz zamiar wrocic?
-Cos okolo osiemnastej.
-Ok. To czesc.
-Pa.
Mama chwycila klucze od auta i wyszla. Ze wzgledu na to ze nie mialam zbyt duzo czasu a kosciół nie byl blisko, wyszlam z domu o 10:47.
Idąc poczulam skurcz w lewej ręce. Zaczynal sie nasilac. Ale szczerze to olałam.
Po 15 minutach doszlam do kosciola. Tak wiem. Bez sensu spotykac sie za kosciolem.
Zobaczylam Katy.
-Hej.
Przytulila mnie.
-Pokaz.
Odwinęłam bandaz i pokazalam jej napis
'forever young'
-Jejku jaki sliczny. Moi starzy by sie nie zgodzili.
-Moi tez sie nie zgodzili. W ogole im nie.powiedzialam.
-I co oni na to. Jak to zobaczyli?
-Kłocili sie ze mną. Ale coz. Juz za pozno.
Katy sie zasmiala.
-Rih idziemy cos zjesc na miasto?
-Nie wzielam kasy.
-Ja ci pozycze. Oddasz mi kiedys.
-Ok. To chodzmy.
Poszlysmy do la coffee. Nasza ulubiona kawiarnia. Zawsze tam chodzimy dlatego mamy znizki na kawe i ciasta.
-I co powiesz jeszcze?
Zapytala Katy popijając gorącą czekolade.
-Nic ciekawego. Oprocz tego ze rodzice się ze mną kłócą to nic sie specjalnego nie dzieje. Lepiej powiedz co u ciebie. Jak z Alexem?
-Ymm dobrze. Ostatnio sie troche pozarlismy ale tak to jesr spoko.
-To dobrze. Ktora godzina?
-14:52
-Idziemy do mnie? Ojciec ma nocke a mama wroci kolo osiamnastej.
-W sumie to spoko.
Dopilysmy kawe i ruszylysmy przed siebie. Katy jest jak moja siostra. Od poczatku do konca. Poznałam ją w drugiej klasie kiedy sie tutaj przeprowadzilam. Byla dla mnie mila i usiadlysmy razem. Od tamtej pory trzymamy sie razem.
Kiedy byłysmy juz nie daleko domu poczulam skurcz w nodze.
-Aaa
-Ej co ci jest? Wszystko ok?
-Tak.
Powiedzialam przez zęby i chwyciłam sie za łydke.
-Dzisiaj w drodze tez tak mialam tylko ze w ręce. Przypuszczam ze to zakwasy lub cos.
-Aha.
Katy zrobila dziwną mine jakby cos podejrzewala ale udalam ze tego nie widze.
Po woli otworzylam dom.
-Katy rozgosc sie. Chcesz cos do picia czy jedzenia?
-Nie dzieki. Chodz obejrzymy film. Zaraz ma leciec na Polsacie (xd)
-Ok juz ide.
Dwie godziny zlecialy nam na filmie. Pozniej odprowadzilam Katy do domu. W drodze powrotnej doznalam tak bolesnego skurczu ze az upadlam. Zaczelam szybko masowac noge.
-Hej nic ci nie jest?
Zapytal nieznajomy chlopak w czarnej blizie i jeansach.
-Wlasciwie to jest. Strasznie boli mnie noga. Dostalam skurcz.
-Daleko mieszkasz?
-Nie. Tutaj za rogiem. Ale nie dam rady tam dojsc dopoki skorcz nie popusci.
-Chodz tam jest ławka. Pomoge ci. Przeciez nie bedziesz siedziala na ziemi.
-Dziekuje.
Chlopak pomogl mi wstac i z trudem doszlismy do lawki.
-Dziekuje.
-Nie ma za co. Jestem Paul.
-Robyn. Ale mow mi Riri. Nie lubie swojego imienia.
-Jasne Riri.
Powiedzial z usmiechem. Troche sie poznalismy i skurcz popuscil.
-Odprowadzic cie?
-Nie musisz. Dam rade.
-A jak nie dasz?
Zasmial sie.
-Oj to chodz.
Droga byla krotka bo tylko 20 minut. Przez caly czas rozmawialismy. Paul wydawal sie byc mily.
-Jeszcze raz dziekuje za pomoc.
-Alez nie ma za co.
-Ok. To do zobaczenia.
-Poczekaj. Moze sie jutro spotkamy?
-Jasne. Dam ci jeszcze znac. Chcesz moj numer?
-Pewnie.
Podeszlam i zapisalam mu w telefonie swoj numer po czym sie z nim pozegnalam i weszlam do domu. Mamy jeszcze nie bylo. Postanowilam ze przeczytam ksiazke bo nic lepszego do roboty nie mialam.
2 tygodnie pozniej
Od dwoch tygodni nie mam juz skurczy. Moze faktyczni to byly zakwasy. Albo jednorazowe dawanie sie we znaki moich mięśni. Kiedys chodzilam na silownie ale przestałam. Wszystko ukladalo sie po mojej mysli gdyby nie ten jeden dzien.
Wstalam i przetarlam oczy. Dzisiaj jestem umowiona z Paulem. Idziemy do restauracji. Ale to dopiero wieczorem. Wykonałam poranne czynnosci po czym zeszlam na dol. Mamy nie bylo. Wyjechala na 3 dni w delegacje a ojciec byl w pracy. Mialam wolny dom wiec bez wahania zaprosilam Katy.
-Halo?
-Halo? Czesc Katy. Sluchaj. Mam wolną chate. Wpadniesz?
-Jasne. Daj mi godzine.
-Okej czekam.
Po rozmowie krzątałam sie troche po domu. Tutaj posprzątałam. Tam poprawilam. Po prostu nie mialam nic do roboty. Czekalam z niecierpliwoscią na przyjaciolke. W koncu uslyszalam pukanie. To ona.
-Gdzies ty byla co?
-Przeciez jest 11:31. W sumie mialam tu byc o 12.
-Boze ale to się ciągnęło. Idziemy na miasto? Czy zostajemy?
-Zostanmy. Na miasto pojdziemy potem.
-Jasne.
Razem z Katy komentowalysmy film ktory lecial. Jaki to on jest bez sensu i co mogli zrobic bohaterowie a tego nie zrobili.
O godzinie 18 Katy sie ulotnila a o 20 przyszedl Paul.
Ubralam czerwoną sukienke i szpilki. Wlosy zostawilam rozpuszczone i pomalowana zeszlam na dol by otworzyc chlopakowi.
-Wow. Wygladasz slicznie.
-Nie przesadzaj.
Zasmalam sie.
-Ale dziekuje. To co idziemy?
-Idziemy.
Mielismy rezerwacje w restauracji na 20:30. Po drodze mialam lekki problem z wypelnieniem pluc powietrzem.
-Dobrze sie czujesz?
Zapytal kiedy kolejny raz nie moglam zlapac oddechu.
-Tak wszystko gra. Juz tak mialam zaraz przejdzie.
Sklamalam. To byl pierwszy raz.
-Boli cie reka?
Zauwazyl ze dotykam i masuje reke w miejscu tatuazu.
-Ymm. Tak troche. Ale to tatuaz. W koncu musi troche pobolec.
-No tak.
Zasmial sie a bol w nadgardtku sie nasilal.
Po paru minutach juz bylismy na miejscu. Zaczynalam czuc bol w łydce. Nie chcialam psuc tego wieczoru wiec udalam ze nic sie nie dzieje.
Weszlismy do restauracji. Zaczynaly sie.problemy z oddychaniem.
-Hej na pewnk wszystko gra? Mozemy jechac do domu jesli sie zle czujesz.
-Nie, wszystko gra. Chodzmy.
Nic nie gralo. Po prostu czulam sie fatalnie. Chcialo mi sie plakac. Nie wiem dlaczego. Zaczela bolez mnie żuchwa. Bardzo mnie bolała.
-Chodz. Idziemy stad. Strasznie marnie wyglądasz.
-Nie.
Powiedzialam przez zęby. Nie moglam mowic. Bardzo mnie bolało. Zaczełam gwałtownie oddychac. Nie moglam zlapac tchu. Wyszlismy na zewnątrz.
-Co sie dzieje.
-Nie wiem.
Nie moglam nic powiedziec. Przez zaciśniętą szczęke nie moglam słapac tchu a to bylo najgorsze.
-Nie mozesz mowic? Dusisz sie?
Chcialam mu powiedziec ale nie dalam rady.
-Dobra nic nie mow. Jedzimy do szpitala.
Poslusznie wsiadlam do samochodu. Paul jechal bardzo szybko. Ja nie moglam oddychac. Widzialam zamazany obraz ale bylam przytomna. Po chwili bylismy na miejscu. Wbieglismy do szpitala a za jakies 5 minut przybiegl lekarz i pielegniarki.
-Ma gorączke. Boli cie żuchwa?
Kiwnęłam głową twierdząco.
-Masz szczękoscisk. Mialas skurcze?
Znowu kiwnelam twierdząco.
Lekarz zerknął na tatuaz. Nadgarstek byl napuchnięty.
-Boli?
-Yhmmm
Szybko powiedział cos do pielęgniarek a jedna z nich gdzies poszla. Poznien wrocila z wielką strzykawką i wbila mi ją w żyle. Po tym zasnęłam.
Obudzil mnie glos lekarza. Obok stala mama. Nie zauwazyli ze sie ocknełam. Ojciec tez tam byl. Stal nieruchomo bardzo skupiony. A gdzie Paul? Chcialam go przeprosic za to co sie stalo. Doktor zerknął w moją strone i zapraszającym gestem wpuscil rodzicow do srodka.
-Jak sie czujesz skarbie?
Zapytala mama.
-Dobrze.
Szczęka jeszcze bolała ale juz mniej niz wczesniej.
-Ciesze sie. Pan doktor wszystko nam powiedzial. Paul mu przekazal.
-Gdzie on jest?
-Paul? Poszedl do łazienki. Zaraz wroci.
-Musze z nim pogadac.
-Jasne słonce.
Mama usmiechnela sie lekko po czym wszedl Paul.
-Hej. Jak sie czujesz?
-Chyba dobrze. Mamo?
-Tak juz wychodzimy.
Ojciec skarcil go wzrokiem. Mnie rowniez. -Paul przepraszam ze tak wyszlo. Nie wiem co sie stalo.
-Jasne nie ma sprawy. Najwazniensze jest to ze czujesz sie juz lepiej. A do restauracji pojdziemy kiedy indziej.
-Wiesz, na prawde chcialam z tobą tam byc. Porozmawiac.
-Wiem. Ja z tobą tez. Ale spokojnie. Pojdziemy kiedy indziej. Teraz sie nie martw. Ja tu jestem. Mozemy pogadac.
-Czesc Robyn.
Przerwal facet w bialym fartuchu. Tak. To byl lekarz.
-Dzien dobry.
-Jak sie masz?
-Dobrze. Chyba.
-Przepraszam ze przeszkadzam ale musimy przeprowadzic badania.
-Jasne.
-Riri? Porozmawiamy jak wrocisz.
-Jasne.
Paul usmechnął sie cieplo a pozniej zniknął na drzwiami.
*PO BADANIACH*
Zostałam odwieziona na sale. Rodzice, Paul i Katy tam juz czekali.
-Slyszalam co sie stalo wiec szybko przyjechalam.
Powiedziala zdyszana Katy.
-Katy nie musialas. Przeciez wszystko gra.
-Wiesz jak to jest. Chcialam sie dowiedziec co ci dokladnie jest. A przez telefon sie nie dalo.
-Dzieki. Fajnie ze jestescie.
2GODZINY POZNIEJ
-Witam ponownie Riri.
-Dzien dobry znowu.
-Mam wyniki badan. No wiec nie jest najlepiej. Masz tężca.
________
Heloł wszystkim. Napisalam 2 czesc jupi:)
komentujcie bardzo prosze ;)))
Do zobaczenia :D
Ciekawe co się stanie, jak jej rodzice się o tym dowiedzą :/ ps Super, bardzo mi się podoba *-* + napiszesz dzisiaj ten imagin o Jelenie, albo zaczniesz pierwszą częsć jego?
OdpowiedzUsuńDzieki :)
UsuńO Jelenie dodam jutro lub dzisiaj wieczorem. Ale to bedzie jednorozdzialowy :)
Świetny imagin! <3 Czekam na 3 część. :D
OdpowiedzUsuńKiedy napiszesz następną część? ;)