-Przegrałeś! - krzyknął kumpel, kiedy przegrałem zakład. - Zapraszasz tą brzydule na bal. - powiedział ze śmiechem.
-Tak wiem, i co z tego? Pójdę z nią, a i tak pewnie będę tańczył z innymi. - powiedziałem z uśmieszkiem.
-Zobaczymy. Jeszcze zobaczymy. - krzykną, po czym skierował wzrok na wchodzącą do stołówki okularnicę. Taki tam kujon ze szkoły. Mam z nią matmę i ciągle się zgłasza, pisze sprawdziany na piątki itd. - Idziesz! - krzyknął mój kolega i wykazał mi drogę. Szedłem powoli do jej stolika. Siedziała sama. Nie widziała mnie.
-Heeej! - powiedziałem i przysunąłem się nieco bliżej. - Jak masz na imię piękna?
-Selena. - odparła cicho i spuściła głowę w dół
-Ślicznie! Ja jestem...
-Wiem kim jesteś. - powiedziała niepewnie.
-Skąd? - udawałem głupka. Przecież każdy mnie tutaj doskonale zna.
-Wszyscy wiedzą. Po co tutaj przyszedłeś?
-Żeby złożyć ci pewną propozycję ślicznotko. Wiesz...od niedawna się Tobie przyglądam i naprawdę wyglądasz na miłą, fajną dziewczynę, więc może poszłabyś ze mną na bal? Wiesz jako przyjaciele.
-Przyjaciele? - powtórzyła unosząc brwi w górę. - Nawet się nie znamy.
-To możemy poznać. - uśmiechnąłem się cwaniacko i przygryzłem wargę.
-Muszę iść. Pa. - nie zdążyłem nic powiedzieć, bo znikła z mojego pola widzenia. Wróciłem do stolika moich kumpli.
-I co? Udało Ci się? - zapytał jeden z nich.
-Nie. To jakaś świruska. Nie da się z nią gadać. - powiedziałem przygryzając frytkę.
-Wiesz, że Ci nie odpuszczę? - zapytał popijając napój.
-Wiem. Przecież nie odpuszczę. Jeszcze ją zaproszę. Zobaczysz. - w głowie miałem już dziwne myśli. A co jeżeli się nie zgodzi? Wyjdę na idiotę. Co ja mam zrobić? Nie mogę odpuścić. Jestem Bieber. Justin Bieber.
*RANO*
Sobota. W końcu! Mam plan jak zdobyć tą dziunię, tylko muszę działać szybko.
Wstałem i zrobiłem to co zawszę robię rano. Ok. godziny trzynastej zacząłem działać.
Podjechałem pod jej dom. Fajna chata, tylko że...mała? Wszedłem po schodkach i zapukałem do nie za dużych drzwi. Przez chwilę czekałem, aż zobaczyłam Selene, w szybie która znajdowała się w drzwiach. Pomachałem jej a ona zrobiła tylko przerażoną minę.
-Co ty tutaj robisz? - zapytała wystraszona.
-Spokojnie. Chcę Cię tylko zaprosić na bal. To nic złego. - zaśmiałem się. Jestem całkiem dobry w te klocki.
-Przestań. Wiem, że coś kręcisz. Nie pójdę z Tobą nigdzie. - chciała się odwrócić, ale chwyciłem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. - Przestań. - powiedziała spokojnym, ale uniesionym tonem.
-Jeśli ze mną pójdziesz. - szepnąłem jej do ucha na co ona drgnęła.
-Nie. - powiedziała stanowczo.
-No to Cię nie puszczę. - zgasiłem ją szantażem.
-Puść! - zaczęła się wyrywać, ale na nic. - Dobrze. Pójdę z Tobą, ale idź już sobie. - powiedziała, a ja puściłem jej rękę. Ona tylko zaczęła ją masować.
-To mi się podoba. - uśmiechnąłem się. - Będę o osiemnastej w sobotę. - po tych słowach odwróciłem się zadowolony i usłyszałem jedynie trzask drzwi.
Wróciłem i napisałem SMS do kumpli, że się udało. Dumny z siebie poszedłem się obijać. Reszta dnia minęła szybko.
*PONIEDZIAŁEK*
Wszyscy wariują na punkcie tego głupiego balu. Ja to olewam. Przez cały dzień tylko podrywam Selenę, żeby się nie rozmyśliła. Ona jednak mnie unikała.
~~
Cały tydzień minął bardzo szybko. Zanim się obróciłem była już sobota. Było około czternastej. W sumie to nie szykowałem się za bardzo na bal, więc znowu robiłem co mi się żywnie podoba. O godzinie siedemnastej trzydzieści ubrałem się i przeczesałem włosy. Po 1o minutach wsiadłem do auta i ruszyłem po Selenę. Mam nadzieję, że nie zrobi mi wiochy i ubierze się przyzwoicie.
Zapukałem i czekałem chwiejąc się lekko z nogi na nogę. Po chwili drzwi otworzyła mi jakaś dziewczyna. Pięknie ubrana, ślicznie umalowana. Dostrzegłem, że to Selena. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w sukience. Zawsze chodziła w spodniach i swetrach. Ma takie piękne nogi.
Uśmiechnęła się lekko i spuściła głowę.
-Ymmm...Ślicznie wyglądasz. - Tym razem nie kłamałem. Bez okularów i w rozpuszczonych włosach jest bardzo ładna.
-Dziękuje. To co idziemy? Zaraz się spóźnimy. - Spojrzała na zegarek z wielkim skupieniem. Nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Yyy..Tak! Jasne! Pewnie. - Podszedłem do auta i otworzyłem jej drzwi. Ta usiadła i podziękowała.
Jechaliśmy w ciszy. Ona pachniała słodką perfumą, która pomieszała się wraz z moją.
Dojechaliśmy. Otworzyłem jej drzwi i weszliśmy do szkoły. Inni nie mogli oderwać od nas wzroku.
Ona siadła przy stoliku a ja poleciałem po poncz.
-Ej stary! Co to za laska? Miałeś przyjść z Selenką. - usłyszałem głos mojego znajomego.
-To jest ona. Weź się nie wydurniaj. Jest śliczna. - powiedziałem popijając słodki napój.
-Mhm...Ale ciężko mi uwierzyć! Czuję się jakbyś wygrał zakład. - powiedział.
-Jaki zakład? - zapytała Selena stojąc za moim przyjacielem. - Hmm?
-Chodź. - powiedziałem chwytając ją za rękę i wyprowadzając ją z pomieszczenia. Kiedy byliśmy na zewnątrz zacząłem. - Bo założyłem się z kolegami, że pójdę z Tobą na bal.
-Wiedziałam. - powiedziała robiąc złą minę i zakładając ręce na piersi. - Mogłam się tego po tobie spodziewać! Jak mogłam dać się nabrać?
-Ale poczekaj. To nie tak. Bo ja Cię naprawdę lubię. Wcześniej faktycznie myślałem o Tobie jak o zwykłej kujące. Która nic nie robi tylko się uczy i uczy. Ale teraz widzę, że pod tymi brzydkimi okularami kryją się piękne oczy. I pod tymi ohydnymi spodniami w kratkę, kryją się piękne nogi. Przepraszam, że wcześniej tego nie zauważyłem, wiem jestem idiotą, ale proszę wróć ze mną i zatańcz bo to jest moje marzenie.
-Twoim marzeniem jest to, żeby mną poszpanować tak? Teraz jestem ładna więc musisz się pochwalić.
-Ty zawsze jesteś ładna. ok. Jeśli nie chcesz, to nie musisz tam wracać. Ale chcę Cię przeprosić, ze nie dostrzegłem wcześniej tego piękna. - po tych słowach to ja poczułem się zawstydzony. Po raz pierwszy od podstawówki czułem się winny.
-Justin...ja nie wiem co mam zrobić. Czuję się rozdarta.
-Mogę zaprowadzić Cię do domu jeśli chcesz. - powiedziałem niechętnie bo chciałem z nią zatańczyć. I nie dlatego, że chciałem się pochwalić. Tylko dlatego, że chciałem jej to jakoś wynagrodzić. Chciałem jej poczuć, przytulić.
-Nie wiem. Bo w sumie jeszcze napiłabym się ponczu. -uśmiechnęła się cwaniacko po czym zrobiła krok do przodu. - Może byś mi przyniósł? W końcu mnie tutaj zaprosiłeś. Pod przymusem ale jednak.
-Nie żałuję. - powiedziałem i specyficznym gestem zaprosiłem ją do środka.
Udało mi się ją zaciągnąć na parkiet. Nie patrzyłem czy ktoś się śmieje, czy zazdrości. Byłem szczęśliwy, że mogę powiedzieć jej, że cieszę się, że to właśnie z nią tutaj przyszedłem.
Po chwili spojrzałem w jej piękne, brązowe oczy. Lekko się przechyliłem i połączyłem nasze usta. Ona tylko się uśmiechnęła i przytuliła do mnie kołysząc się w rytm piosenki. Byłem tak bardzo szczęśliwy jak nigdy.
*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Od balu minął miesiąc. Selena jest teraz ze mną. Troszkę zmieniłem jej styl, bo przeginała z tymi spodniami w kratkę, ale w sumie w nich też wyglądała sexy. Teraz nosi rurki. Jesteśmy szczęśliwą parą, a ja też się troszkę zmieniłem. Teraz już nie zakładam się o dziewczyny, bo mam najlepszą dziewczynę na świecie.
-------------------------------------------------------------------------------------
hey! witajcie w nowym imaginie o Justinku i Selenie <3
mam nadzieję, ze się wam spodoba :)
pamiętajcie że -----------------> czytasz=komentujesz!
Także kc miśki <3333
środa, 25 czerwca 2014
piątek, 20 czerwca 2014
Nicki Minaj!
Święta! W końcu. Tak długo o nich marzyłam. Odpoczynek od pracy. Dzień całkowicie spędzony z rodziną. Jestem taka zadowolona.
Podeszłam do szafki, aby wyciągnąć kolekcje talerzy mojej mamy. Wyciąga je tylko na specjalną okazję. Powoli zaniosłam je na stół i rozłożyłam. Mama pewnie wydzierałaby się gdyby coś im się stało. Przygotowywaliśmy różne potrawy. O tym marzyłam przez cały rok. W końcu w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ja szybkim krokiem wparowałam do przedpokoju i otworzyłam. Taaak! Ciocia Olivia! Za nią najbardziej tęskniłam. Gdy byłam mała ona zawsze się mną zajmowała.
-Hey! - rzuciłam się jej w ramiona.
-No cześć Nicki! Jak się masz? Dawno się nie widziałyśmy...
-No tak to prawda. Jak się mam? Dobrze, a nawet bardzo dobrze! A Ty? Jak tam u Ciebie?
-Hmm...Po staremu. Wiesz wujek ciągle się obija. - wskazała wzrokiem na wujka stojącego za nią. On tylko przewrócił oczami a ona popadła w lawinę śmiechu. - Ale oprócz tego jest całkiem nieźle.
-To świetnie. Chodźcie do kuchni i salonu.
Weszliśmy szybkim krokiem do salonu a tam czekały na nas same pyszności!
*1h później*
Czas na prezenty! Rozpakowałam swój i co ujrzałam? Piękną sukienkę, oraz kosmetyki. Tak! W końcu! Ja dawałam prezent mamie i cioci. Dałam im dużo kosmetyków i innych różnych bzdur.
-Ok kochani muszę coś ogłosić! A więc jestem w ciąży! - powiedziałam dumna z siebie.
-To gratulacje! - odpowiedziała ciocia, a wszyscy zaczęli bić brawo!
*2h później*
Byłam już lekko senna, a wujek zanudzał mnie opowieściami z Narnii. Oczy same mi się zamykały. Jak widząc on tego nie zauważył, albo mu to nie przeszkadzało bo nawijał jak katarynka. Bez przerwy. A może mi się tylko wydawało? W końcu byłam taka śpiąca, ze chyba byłam w półśnie.
Wreszcie przestał. Była cisza i spokój. Położyłam się na kanapie. Mama z ciocią rozmawiały w kuchni, a wujek coś pożerał! Zasnęłam. Obudziłam się rano i ujrzałam jeszcze kurtkę cioci i buty wujka. Ucieszona poszłam posprzątać po wczorajszym. Tak! To zdecydowanie był najlepszy dzień w roku!
Podeszłam do szafki, aby wyciągnąć kolekcje talerzy mojej mamy. Wyciąga je tylko na specjalną okazję. Powoli zaniosłam je na stół i rozłożyłam. Mama pewnie wydzierałaby się gdyby coś im się stało. Przygotowywaliśmy różne potrawy. O tym marzyłam przez cały rok. W końcu w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ja szybkim krokiem wparowałam do przedpokoju i otworzyłam. Taaak! Ciocia Olivia! Za nią najbardziej tęskniłam. Gdy byłam mała ona zawsze się mną zajmowała.
-Hey! - rzuciłam się jej w ramiona.
-No cześć Nicki! Jak się masz? Dawno się nie widziałyśmy...
-No tak to prawda. Jak się mam? Dobrze, a nawet bardzo dobrze! A Ty? Jak tam u Ciebie?
-Hmm...Po staremu. Wiesz wujek ciągle się obija. - wskazała wzrokiem na wujka stojącego za nią. On tylko przewrócił oczami a ona popadła w lawinę śmiechu. - Ale oprócz tego jest całkiem nieźle.
-To świetnie. Chodźcie do kuchni i salonu.
Weszliśmy szybkim krokiem do salonu a tam czekały na nas same pyszności!
*1h później*
Czas na prezenty! Rozpakowałam swój i co ujrzałam? Piękną sukienkę, oraz kosmetyki. Tak! W końcu! Ja dawałam prezent mamie i cioci. Dałam im dużo kosmetyków i innych różnych bzdur.
-Ok kochani muszę coś ogłosić! A więc jestem w ciąży! - powiedziałam dumna z siebie.
-To gratulacje! - odpowiedziała ciocia, a wszyscy zaczęli bić brawo!
*2h później*
Byłam już lekko senna, a wujek zanudzał mnie opowieściami z Narnii. Oczy same mi się zamykały. Jak widząc on tego nie zauważył, albo mu to nie przeszkadzało bo nawijał jak katarynka. Bez przerwy. A może mi się tylko wydawało? W końcu byłam taka śpiąca, ze chyba byłam w półśnie.
Wreszcie przestał. Była cisza i spokój. Położyłam się na kanapie. Mama z ciocią rozmawiały w kuchni, a wujek coś pożerał! Zasnęłam. Obudziłam się rano i ujrzałam jeszcze kurtkę cioci i buty wujka. Ucieszona poszłam posprzątać po wczorajszym. Tak! To zdecydowanie był najlepszy dzień w roku!
Rihanna
Leżałam zapłakana po moim ostatnim koncercie. Byłam szczęśliwa, ale z drugiej strony też smutna. Zostawiam fanów już na zawsze, ale to też lepiej dla mnie.
Leżałam, słuchając muzyki.
Leżałam spoglądając w sufit.
Leżałam marząc o tym co przeżyłam.
Leżałam wspominając ostatni występ....
Tłumy krzyczały. Na scenie walały się różnego rodzaju bielizna. Kwiaty. Tłumy patrzały w moje oczy. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Łzy szczęścia i rozpaczy. Oni też płakali. W końcu byli częścią mnie. Bez nich nie istniałam. Śpiewali moje piosenki. Byłam dumna z tego, że tak dużo wspaniałych chwil z nimi przeżyłam. Rzucając w nich płatkami kwiatów. Byłam tak bardzo zachwycona. Tym co dla mnie robili.
Zeszłam ze sceny. Płakałam. Było tam tak dużo ludzi którzy płakali wraz ze mną. To było wspaniałe uczucie!
Przetarłam oczy. Wzięłam głęboki wdech! Przecież to nie musi być koniec. To że mój głos uległ zmianie nie znaczy, że nie mogę robić czegoś innego w kierunku mojej sławy.
Wstałam i poszłam się przebrać.
*Pare miesięcy później*
Mój dom też nieco się zmienił. Zmieniłam styl. Byłam przekonana, że tamten już do mnie nie pasuje. Teraz zamiast czerwonego wystroju górował kremowy i brąz.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i ujrzałam mojego męża z małą Carry na rączkach. Odebrał ją z przedszkola. Bardzo się cieszę, że mnie wyręcza.
-Hej skarbie! - przywitał się i cmoknął mnie w policzek.
-Hej! - wyciągnęłam ręce po małą. Ostrożnie mi ją oddał i poszedł do kuchni. - Carry? Byłaś grzeczna? - zapytałam ze śmiechem. Mała tylko skinęła główką i zaczęła mi się wyrywać, abym puściła ją na ziemię. Poszłam w ślady mojego kochanka i weszłam do kuchni. Ten jak zwykle siedział z głową w lodówce. Na stole zobaczyłam gazetę. Byłam tam. Ale ja już dawno skończyłam karierę. Otworzyłam i ujrzałam napis:
Rihanna - królowa stylu!
Może i Riri skończyła ze śpiewem, ale na pewno nie skończyła z dobrym stylem. Poniższe zdjęcia na dowód.
Leżałam, słuchając muzyki.
Leżałam spoglądając w sufit.
Leżałam marząc o tym co przeżyłam.
Leżałam wspominając ostatni występ....
Tłumy krzyczały. Na scenie walały się różnego rodzaju bielizna. Kwiaty. Tłumy patrzały w moje oczy. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Łzy szczęścia i rozpaczy. Oni też płakali. W końcu byli częścią mnie. Bez nich nie istniałam. Śpiewali moje piosenki. Byłam dumna z tego, że tak dużo wspaniałych chwil z nimi przeżyłam. Rzucając w nich płatkami kwiatów. Byłam tak bardzo zachwycona. Tym co dla mnie robili.
Zeszłam ze sceny. Płakałam. Było tam tak dużo ludzi którzy płakali wraz ze mną. To było wspaniałe uczucie!
Przetarłam oczy. Wzięłam głęboki wdech! Przecież to nie musi być koniec. To że mój głos uległ zmianie nie znaczy, że nie mogę robić czegoś innego w kierunku mojej sławy.
Wstałam i poszłam się przebrać.
*Pare miesięcy później*
Mój dom też nieco się zmienił. Zmieniłam styl. Byłam przekonana, że tamten już do mnie nie pasuje. Teraz zamiast czerwonego wystroju górował kremowy i brąz.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam i ujrzałam mojego męża z małą Carry na rączkach. Odebrał ją z przedszkola. Bardzo się cieszę, że mnie wyręcza.
-Hej skarbie! - przywitał się i cmoknął mnie w policzek.
-Hej! - wyciągnęłam ręce po małą. Ostrożnie mi ją oddał i poszedł do kuchni. - Carry? Byłaś grzeczna? - zapytałam ze śmiechem. Mała tylko skinęła główką i zaczęła mi się wyrywać, abym puściła ją na ziemię. Poszłam w ślady mojego kochanka i weszłam do kuchni. Ten jak zwykle siedział z głową w lodówce. Na stole zobaczyłam gazetę. Byłam tam. Ale ja już dawno skończyłam karierę. Otworzyłam i ujrzałam napis:
Rihanna - królowa stylu!
Może i Riri skończyła ze śpiewem, ale na pewno nie skończyła z dobrym stylem. Poniższe zdjęcia na dowód.
To zdjęcie jest dowodem, ze Riri to nasza królowa stylu.
Zobaczywszy to zdjęcie zaczęłam się uśmiechać. Zostało zrobione już dawno, ale cieszę się, że nadal o mnie piszą. Rzuciłam gazetę w drugi kąt i poszłam do salonu. Carry bawiła się, a mój mężuś zrobił nam zapiekankę. Od teraz prowadzę normalne życie.
---------------------------------------
heyo! oto imagin z Rih <3 Fajny??
A jak Wam mija dzień? Dzisiaj miałam urodziny, więc troszkę mógł mi nie wyjść, ale mam nadzieję, ze nie jest zły <3
good bye!
czwartek, 19 czerwca 2014
Ariana cz. 3 -ostatnia :(
Moja ciocia leżała poprzypinana do różnych kabelków, miała bandaż na głowie i połamane nogi. To było straszne. Przez chwilę stałam bez ruchu wpatrując się w Anitę. Po pewnym czasie ruszyłam w jej stronę. Czułam się dziwnie. Wcześniej nie miałam bliższych kontaktów z ciotkami. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc z odrobiną krępacji w głosie zapytałam.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. - wyszeptała. Słyszałam że nie ma siły nic mówić.
-Mogę wiedzieć co się w ogóle stało? Co wyście narobiły?
-Proszę nie krzycz. To nie tak. - westchnęła. - To Rose prowadziła. Ja nie chciałam.
-Najlepiej zwalić wszystko na zmarłego. Jak ci nie wstyd? Przecież ty mogłaś zginąć tak samo jak Rose. A co ze mną? Co ja teraz zrobię? Wiesz, ze będę musiała mieszkać z rodziną zastępczą? A jak to będą jakieś świry? Co ja mam teraz zrobić? Czy wy w ogóle pomyślałyście o mnie?
-Przepraszam. Ja nie wiedziałam. Ale jak to w rodzinie zastępczej? Przecież żyje. - odparła a ja usiadłam na krześle obok łóżka.
-Lekarz i policja tak mówili. Powiedzieli, że nie wiadomo co się może z tobą stać i muszę mieszkać z tą głupią rodziną.- odwróciłam głowę w bok. - Z reszta i tak się mną nie zajmowałyście. - zapadłą cisza. Irytująca cisza. Spojrzałam na nią kątem oka, ale wszystko było w porządku. - Muszę już iść. Cześć. - Nie usłyszałam odpowiedzi. Co za baba! Najpierw ma mnie gdzieś, później jeździ pijana i zabija wszystkich tylko nie siebie a teraz się obraża? Z jednej strony to dobrze że w końcu się uwolnię od tej wariatki, ale z drugiej jeśli trafie na gorszych idiotów? Nie wiem co mam o tym myśleć.
Wyszłam na korytarz. Zobaczyłam tam Liz i jej tatę, siedzących z opuszczonymi głowami. Podeszłam do nich i stanęłam na przeciwko nich.
-I co? - zapytała Liz a jej tata przeszywał mnie wzrokiem co było trochę krępujące.
-Nic. Ma połamane nogi i jest w ogóle cała połamana. Może w każdej chwili umrzeć. A najgorsze że teraz będę musiała mieszkać z jakimiś ludźmi których kompletnie nie znam. - powiedziałam ze łzami, ale powstrzymałam się od płaczu. Liz mnie przytuliła. Jej tata odwiózł mnie do domu. Tam musiałam sobie wszystko poukładać.
*Parę dni później*
Jestem już spakowana, a za parę minut jadę do mojej nowej rodziny. Czy jestem szczęśliwa? Nie! Ale nie mam innego wyboru. Wzięłam potrzebne rzeczy, pożegnałam się z Liz i jej rodzicami, a następnie wyjechałam do Doncaster. To kawał drogi stąd. Jakaś godzina. Ale to nie kłopot. Będę się widywać z przyjaciółmi i ciotką. Jak w ogóle przeżyje. Jej stan się polepsza, więc myślę, że będzie dobrze.
*1h później*
Podjechaliśmy pod wielki biały dom z ogrodem i prześlicznym tarasem z widoczkiem. Przez chwilę zastanawiałam się, czy tutaj przypadkiem nie mieszka jeszcze z dziesięć innych dzieci, ale z tego co mi mówiono mieszkają tutaj trzy osoby. Pani Evans i jej mąż Pan Evans, oraz ich syn, szesnastoletni Drake Evans. Bałam się, że mogą być dla mnie niemili tak samo jak ciotki, ale gdyby tak było, to pewnie nie byliby rodziną zastępczą.
Wysiadłam powolnie z auta. Moje walizki też zostały wyciągnięte. Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi, za mną kroczyła pani z opieki. Zapukałam i jedyne co mi pozostało to czekać, aż ktoś otworzy.
Po chwili drzwi się otworzyły, a mnie przeszedł dziwny dreszcz. Motylki w brzuchu zaczęły się nasilać. Chciałam uciec, ale wiedziałam, że to nic nie da. Ukazała mi się kobieta, w ciemnych spodniach, zwężanych przy nogawkach, w białej bluzce z koronką oraz genialnie ułożonych, krótkich włosach do szyi. Z uśmiechem na ustach zaprosiła nas do środka. Ściągnęłam buty oraz kurtkę i powędrowałam na wskazane mi miejsce. Do salonu. Weszłam niepewnie. Tam czekało na mnie dwóch facetów. Jeden to Pan Evans a drugi to jego syn. Obaj wstali i zaczęli iść ku mnie wyciągając ręce i przyjaźnie się uśmiechając. Podałam im rękę i lekko się uśmiechnęłam. Przedstawiliśmy się sobie. Wydają się fajni. W sumie to byłam nawet pewna siebie ale tylko do czasu, bo kiedy pani z opieki zamknęła za sobą drzwi zaczęłam panikować. Byłam przerażona. Sama nie wiem dlaczego. Po krótkim czasie trochę mi przeszło. Pani Anna. - bo tak miała na imię moja nowa macocha. - Zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Był prześliczny. Biała kanapa, telewizja i laptop! To muszą być bardzo bogaci ludzie. To było widać na pierwszy rzut oka.. W moim dawnym pokoju, była tylko szafa, komoda i lustro. A co gorsza dzieliłam łazienkę z tymi świniami. Czułam się tam jak w chlewie. Tutaj jest bardzo przyjemnie. Czysto, schludnie. Zawsze marzyłam o takim pokoju.
*Parę minut później*
Siedziałam na kanapie, jeszcze trochę zadziwiona całym zdarzaniem. To dla mnie nowość. Usłyszawszy pukanie do drzwi zawołałam dość słyszalnie ,,Proszę!" . W drzwiach zobaczyłam Drake'e (czyt.Drejka).
-Ymm...Hej.- powiedział stojąc w drzwiach.
-Hej. Siadaj. - posłałam mu uśmiech. Chłopak go odwzajemnił i usiadł na kanapie.
-To ten...Ile masz lat? Znaczy wiem ile ale pytam. - spuścił głowę w dół na co ja zaczęłam się śmiać.
-Skoro wiesz to po co pytasz? - troszkę go zgasiłam, na co on uniósł głowę i się uśmiechną.
-Mama kazała mi tu przyjść i się poznać. - Ah no tak. A czego ja się spodziewałam.
-Aha. No więc co chcesz widzieć? - nie owijajmy w bawełnę.
-Wszystko. Jesteś moją siostrą. - Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Siedzieliśmy tak ze dwie godziny poznając się. Dowiedziałam się co lubi robić, jakie są jego zainteresowania i co najważniejsze jakie zwyczaje panują u niego w domu. Bo w końcu muszę to wiedzieć, żeby nie zrobić nic głupiego. Później trochę opowiedziałam o sobie i tak upłynęły nam dwie godziny
*Parę lat później*
Mam już normalny dom, rodzinę i szczęście. Mam niesamowitego chłopaka i co najlepsze dostałam się na kasting do programu telewizyjnego ,,Sam i Cat". Jestem bardzo szczęśliwa.
Mój kontakt z ciotką się urwał. Wiem tylko, że żyje i że chyba się ogarnęła. Niech sobie teraz spokojnie żyje, a ja nie będę jej przeszkadzać. Co do Liz. Czasem się widujemy, piszemy. Teraz kiedy jestem już pełnoletnia, razem z Liz mamy zamiar razem zamieszkać. Ona przeprowadzi się tutaj, do mojego domu. Niestety z innymi moimi znajomymi też nie mam już kontaktu, ale jakoś nie rozpaczam. Tutaj poznałam fajnych ludzi w szkole i nie tylko. Co do moich rodziców. Ten dom jest tak duży, że zgodzili się pomieścić jeszcze Liz. W końcu tworzymy normalną rodzinę.
-Jak się czujesz?
-Dobrze. - wyszeptała. Słyszałam że nie ma siły nic mówić.
-Mogę wiedzieć co się w ogóle stało? Co wyście narobiły?
-Proszę nie krzycz. To nie tak. - westchnęła. - To Rose prowadziła. Ja nie chciałam.
-Najlepiej zwalić wszystko na zmarłego. Jak ci nie wstyd? Przecież ty mogłaś zginąć tak samo jak Rose. A co ze mną? Co ja teraz zrobię? Wiesz, ze będę musiała mieszkać z rodziną zastępczą? A jak to będą jakieś świry? Co ja mam teraz zrobić? Czy wy w ogóle pomyślałyście o mnie?
-Przepraszam. Ja nie wiedziałam. Ale jak to w rodzinie zastępczej? Przecież żyje. - odparła a ja usiadłam na krześle obok łóżka.
-Lekarz i policja tak mówili. Powiedzieli, że nie wiadomo co się może z tobą stać i muszę mieszkać z tą głupią rodziną.- odwróciłam głowę w bok. - Z reszta i tak się mną nie zajmowałyście. - zapadłą cisza. Irytująca cisza. Spojrzałam na nią kątem oka, ale wszystko było w porządku. - Muszę już iść. Cześć. - Nie usłyszałam odpowiedzi. Co za baba! Najpierw ma mnie gdzieś, później jeździ pijana i zabija wszystkich tylko nie siebie a teraz się obraża? Z jednej strony to dobrze że w końcu się uwolnię od tej wariatki, ale z drugiej jeśli trafie na gorszych idiotów? Nie wiem co mam o tym myśleć.
Wyszłam na korytarz. Zobaczyłam tam Liz i jej tatę, siedzących z opuszczonymi głowami. Podeszłam do nich i stanęłam na przeciwko nich.
-I co? - zapytała Liz a jej tata przeszywał mnie wzrokiem co było trochę krępujące.
-Nic. Ma połamane nogi i jest w ogóle cała połamana. Może w każdej chwili umrzeć. A najgorsze że teraz będę musiała mieszkać z jakimiś ludźmi których kompletnie nie znam. - powiedziałam ze łzami, ale powstrzymałam się od płaczu. Liz mnie przytuliła. Jej tata odwiózł mnie do domu. Tam musiałam sobie wszystko poukładać.
Jestem już spakowana, a za parę minut jadę do mojej nowej rodziny. Czy jestem szczęśliwa? Nie! Ale nie mam innego wyboru. Wzięłam potrzebne rzeczy, pożegnałam się z Liz i jej rodzicami, a następnie wyjechałam do Doncaster. To kawał drogi stąd. Jakaś godzina. Ale to nie kłopot. Będę się widywać z przyjaciółmi i ciotką. Jak w ogóle przeżyje. Jej stan się polepsza, więc myślę, że będzie dobrze.
*1h później*
Podjechaliśmy pod wielki biały dom z ogrodem i prześlicznym tarasem z widoczkiem. Przez chwilę zastanawiałam się, czy tutaj przypadkiem nie mieszka jeszcze z dziesięć innych dzieci, ale z tego co mi mówiono mieszkają tutaj trzy osoby. Pani Evans i jej mąż Pan Evans, oraz ich syn, szesnastoletni Drake Evans. Bałam się, że mogą być dla mnie niemili tak samo jak ciotki, ale gdyby tak było, to pewnie nie byliby rodziną zastępczą.
Wysiadłam powolnie z auta. Moje walizki też zostały wyciągnięte. Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi, za mną kroczyła pani z opieki. Zapukałam i jedyne co mi pozostało to czekać, aż ktoś otworzy.
Po chwili drzwi się otworzyły, a mnie przeszedł dziwny dreszcz. Motylki w brzuchu zaczęły się nasilać. Chciałam uciec, ale wiedziałam, że to nic nie da. Ukazała mi się kobieta, w ciemnych spodniach, zwężanych przy nogawkach, w białej bluzce z koronką oraz genialnie ułożonych, krótkich włosach do szyi. Z uśmiechem na ustach zaprosiła nas do środka. Ściągnęłam buty oraz kurtkę i powędrowałam na wskazane mi miejsce. Do salonu. Weszłam niepewnie. Tam czekało na mnie dwóch facetów. Jeden to Pan Evans a drugi to jego syn. Obaj wstali i zaczęli iść ku mnie wyciągając ręce i przyjaźnie się uśmiechając. Podałam im rękę i lekko się uśmiechnęłam. Przedstawiliśmy się sobie. Wydają się fajni. W sumie to byłam nawet pewna siebie ale tylko do czasu, bo kiedy pani z opieki zamknęła za sobą drzwi zaczęłam panikować. Byłam przerażona. Sama nie wiem dlaczego. Po krótkim czasie trochę mi przeszło. Pani Anna. - bo tak miała na imię moja nowa macocha. - Zaprowadziła mnie do mojego nowego pokoju. Był prześliczny. Biała kanapa, telewizja i laptop! To muszą być bardzo bogaci ludzie. To było widać na pierwszy rzut oka.. W moim dawnym pokoju, była tylko szafa, komoda i lustro. A co gorsza dzieliłam łazienkę z tymi świniami. Czułam się tam jak w chlewie. Tutaj jest bardzo przyjemnie. Czysto, schludnie. Zawsze marzyłam o takim pokoju.
*Parę minut później*
Siedziałam na kanapie, jeszcze trochę zadziwiona całym zdarzaniem. To dla mnie nowość. Usłyszawszy pukanie do drzwi zawołałam dość słyszalnie ,,Proszę!" . W drzwiach zobaczyłam Drake'e (czyt.Drejka).
-Ymm...Hej.- powiedział stojąc w drzwiach.
-Hej. Siadaj. - posłałam mu uśmiech. Chłopak go odwzajemnił i usiadł na kanapie.
-To ten...Ile masz lat? Znaczy wiem ile ale pytam. - spuścił głowę w dół na co ja zaczęłam się śmiać.
-Skoro wiesz to po co pytasz? - troszkę go zgasiłam, na co on uniósł głowę i się uśmiechną.
-Mama kazała mi tu przyjść i się poznać. - Ah no tak. A czego ja się spodziewałam.
-Aha. No więc co chcesz widzieć? - nie owijajmy w bawełnę.
-Wszystko. Jesteś moją siostrą. - Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Siedzieliśmy tak ze dwie godziny poznając się. Dowiedziałam się co lubi robić, jakie są jego zainteresowania i co najważniejsze jakie zwyczaje panują u niego w domu. Bo w końcu muszę to wiedzieć, żeby nie zrobić nic głupiego. Później trochę opowiedziałam o sobie i tak upłynęły nam dwie godziny
*Parę lat później*
Mam już normalny dom, rodzinę i szczęście. Mam niesamowitego chłopaka i co najlepsze dostałam się na kasting do programu telewizyjnego ,,Sam i Cat". Jestem bardzo szczęśliwa.
Mój kontakt z ciotką się urwał. Wiem tylko, że żyje i że chyba się ogarnęła. Niech sobie teraz spokojnie żyje, a ja nie będę jej przeszkadzać. Co do Liz. Czasem się widujemy, piszemy. Teraz kiedy jestem już pełnoletnia, razem z Liz mamy zamiar razem zamieszkać. Ona przeprowadzi się tutaj, do mojego domu. Niestety z innymi moimi znajomymi też nie mam już kontaktu, ale jakoś nie rozpaczam. Tutaj poznałam fajnych ludzi w szkole i nie tylko. Co do moich rodziców. Ten dom jest tak duży, że zgodzili się pomieścić jeszcze Liz. W końcu tworzymy normalną rodzinę.
Witajcie!
Jak Wam się podoba ostatnia część Ariany? Mam nadzieję, ze chociaż troszkę!
Zapraszam Was też na inne imaginy.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
jEŚLI BĘDĄ 3 KOMENTARZE DODAM NOWĄ CZĘŚĆ O CARZE!
sobota, 14 czerwca 2014
Ariana cz. 2
Rano obudził mnie budzik. Z resztą jak zawsze.Przetarłam oczy i podeszłam do lustra. Zobaczyłam tam potwora. Moje rude włosy porozwalane były na wszystkie możliwe strony, a mój makijaż którego wczoraj nie zmyłam był tak rozmazany że aż zrobiłam krok do tyłu. Lekko się chwiejąc poszłam do toalety.Po wykonaniu potrzebnych czynności, poszłam do kuchni coś zjeść. Od wieczora nic nie jadłam. Weszłam niepewnym krokiem do pomieszczenia ale nikogo nie dostrzegłam. Zjadłam tosty, popijając herbatą i weszłam do salonu. Nic. Pusto. Ciekawe gdzie się znowu szwendają te baby. Wyszłam na taras, ale tam też było pusto. Pomyślałam, że pewnie były na imprezie i teraz śpią w jakiś klubach czy domach swoich nowych facetów. Włączyłam TV i zaczęłam coś oglądać. Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Dziwne ponieważ ciotki raczej wchodzą pewnym krokiem. Może są jeszcze pijane? Otworzyłam drzwi a tam ukazali się dwaj policjanci. Stanęłam bez ruchu i byłam ciekawa co te idiotki znowu narobiły?
-Dzień dobry. Ariana Grande? - zapytał jeden z policjantów.
-Tak. - odpowiedziałam krótko.
-Musisz pojechać z nami. Okazało się, ze twoje ciocie miały wypadek. Jechały pijane autem. Jedna nie żyje, a druga jest w bardzo ciężkim stanie. Proszę z nami. - ŻE CO? Ja wiedziałam, że one coś narobią, ale żeby aż tak narozrabiać? Byłam cała roztrzęsiona, nic do mnie nie docierało. Wiedziałam że teraz będę miała jeszcze gorzej niż wcześniej. One dawały mi pieniądze a teraz? Z resztą jedna nie żyje. Która? Nie wieże w to.
Posłusznie udałam się do radiowozu nic nie mówiąc. Bałam się odpowiedzi. Weszliśmy na komisariat. Zaczęli zadawać mi zupełnie niepotrzebne dla ich informacji pytania. Na niektóre z nich nawet ja nie znałam odpowiedzi. Byłam tak bardzo zdenerwowana. Moje ręce trzęsły się jak nie wiem co.
Po dwóch godzinach skończyliśmy. Powiedzieli mi że jechali z nimi jacyś faceci, którzy zginęli na miejscu. Dowiedziałam się też, że Rose nie żyje, a Anita jest w szpitalu. Jest mi smutno, ponieważ w jakiejś cząsteczce mojego ciała były dla mnie ważne. Były moją rodziną. Nie wiem jak to dalej będzie. Nie pozwolona mi na razie zobaczyć cioci. Nie ukrywam że nie chce jej widzieć, ale muszę. Nie mogę jej tak zostawić.
Siedzę na tym szpitalnym korytarzu już z 3 godziny. Nie wiem kiedy mnie wpuszczą do Anity, ale wiem, że zaraz umrę z gorąca. Czy oni tutaj nie mają klimy? Miałam dosyć. Zanudzona i zmęczona ze spuszczoną głową siedziałam na krześle. Nic innego mi nie pozostało. Tylko czekać. Postanowiłam, że muszę zawiadomić Liz. Musi wiedzieć.
-Halo? - zapytałam drżącym głosem.
-Halo? Ari? Co się stało? Dlaczego masz taki głos? - Słychać było, że jest zaniepokojona.
-Muszę ci coś powiedzieć. Moja ciocia Rose...wiesz która. Ona nie żyje. Anita jest w ciężkim stanie. Jechały pijane autem i miały wypadek. Zabiły jeszcze dwóch facetów, którzy też z nimi jechali. Nie wiem co teraz będzie. - Liz nic nie odpowiedziała. - Liz? Słyszysz? Liz?
-Tak słyszę....Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi. Jezu aż mnie zatkało.
-Nic nie musisz mówić. Mnie też na początku zatkało. Nie wiem co mam zrobić. Nie wiem jak to wszystko będzie. - Rozpłakałam się do słuchawki. Już nie mam siły.
-Uspokój się Ariana! Wszystko się ułoży. Poczekaj zaraz tam będę. - Nawet się nie pożegnała, tylko szybkim krokiem się rozłączyła. Ja czekałam. Czekałam i czekałam, aż w końcu przyszła policja.
-Ariana Grande? - pytali już o to. Co za ludzie? Skleroza?
-Pytał pan już o to. Tak.
-Musimy porozmawiać.
-Teraz? - powiedziałam zażenowana. Nie miałam siły im nic tłumaczyć. - Męczyliście mnie przez dwie godziny. Dajcie już spokój.
-Teraz chodzi o Ciebie. Nie masz ukończonych osiemnastu lat. Masz piętnaście tak?
-Tak.
-Do ukończenia osiemnastu lat będziesz musiała przebywać z rodziną zastępczą. Wiem, że to nie jest łatwe, bo każde dziecko musi się przyzwyczaić, ale dasz radę. - powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach. Miałam ochotę mu przywalić. Co mam do stracenia?
-Ale jak to? Anita żyje. - powiedziała z lekką nutką przekonania w głosie.
-Tak, ale jej stan się pogarsza. Niestety może w każdej chwili umrzeć. Nie możemy ryzykować. - powiedział po czym wstał. - Idę teraz do lekarza, dowiedzieć się czegoś więcej. Ty tutaj poczekaj, a jak wrócę to przekaże ci potrzebne informacje. - Po tych słowach zniknął w tłumie ludzi przechodzących przez korytarz. Skuliłam się na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Po paru minutach poczułam czyjąś rękę na karku. Odwróciłam głowę i ujrzałam Liz. Przytuliła mnie najmocniej jak umiała.
-Jak tu przyjechałaś? - zapytałam.
-Tata mnie przywiózł. A ty?
-Z policją. - zaśmiała się cicho po czym oderwała się ode mnie i powiedziała. - Co z Anitą? Jak się czuje?
-Nic nie wiem. Nic mi nie powiedziano. Policja mi przekazała, ze muszę iść do rodziny zastępczej póki nie ukończę osiemnastu lat.Nie wiem co ze mną będzie.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Siedziałam z nią na korytarzu jeszcze przez godzinę, aż w końcu swoją obecnością uraczył nas lekarz.
-Pani Ariana Grande? Pańska ciocia się wybudziła. Proszę za mną. - szłam wolno za doktorem. W końcu stanęłam przed salą numer siedemnaście. Otworzyłam niechętnie drzwi, ale to co zobaczyłam przyprawiło mnie o dreszcze...
CDN!
------------------------------------
Witam wszystkich. Oto kolejna część imagina o Arianie <3 Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Myślałam nad nim sporo czasu :)
Za niedługo wakacje, więc....KTO SIĘ CIESZY? Ja się baaaaardzo cieszę <3 w końcu będzie luz :)
Przypominam Wam o zasadzie --------------------> CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
JEŚLI NIE MACIE MOŻLIWOŚCI SKOMENTOWANIA, TO ZAPRASZAM NA MOJEGO ASKA: http://ask.fm/GwiazdyZabawy TAM MOŻECIE PISAĆ SWOJE OPINIE NA TEMAT TEGO BLOGA :)
Pozdrawiam Was serdecznie :*
-Dzień dobry. Ariana Grande? - zapytał jeden z policjantów.
-Tak. - odpowiedziałam krótko.
-Musisz pojechać z nami. Okazało się, ze twoje ciocie miały wypadek. Jechały pijane autem. Jedna nie żyje, a druga jest w bardzo ciężkim stanie. Proszę z nami. - ŻE CO? Ja wiedziałam, że one coś narobią, ale żeby aż tak narozrabiać? Byłam cała roztrzęsiona, nic do mnie nie docierało. Wiedziałam że teraz będę miała jeszcze gorzej niż wcześniej. One dawały mi pieniądze a teraz? Z resztą jedna nie żyje. Która? Nie wieże w to.
Posłusznie udałam się do radiowozu nic nie mówiąc. Bałam się odpowiedzi. Weszliśmy na komisariat. Zaczęli zadawać mi zupełnie niepotrzebne dla ich informacji pytania. Na niektóre z nich nawet ja nie znałam odpowiedzi. Byłam tak bardzo zdenerwowana. Moje ręce trzęsły się jak nie wiem co.
Po dwóch godzinach skończyliśmy. Powiedzieli mi że jechali z nimi jacyś faceci, którzy zginęli na miejscu. Dowiedziałam się też, że Rose nie żyje, a Anita jest w szpitalu. Jest mi smutno, ponieważ w jakiejś cząsteczce mojego ciała były dla mnie ważne. Były moją rodziną. Nie wiem jak to dalej będzie. Nie pozwolona mi na razie zobaczyć cioci. Nie ukrywam że nie chce jej widzieć, ale muszę. Nie mogę jej tak zostawić.
Siedzę na tym szpitalnym korytarzu już z 3 godziny. Nie wiem kiedy mnie wpuszczą do Anity, ale wiem, że zaraz umrę z gorąca. Czy oni tutaj nie mają klimy? Miałam dosyć. Zanudzona i zmęczona ze spuszczoną głową siedziałam na krześle. Nic innego mi nie pozostało. Tylko czekać. Postanowiłam, że muszę zawiadomić Liz. Musi wiedzieć.
-Halo? - zapytałam drżącym głosem.
-Halo? Ari? Co się stało? Dlaczego masz taki głos? - Słychać było, że jest zaniepokojona.
-Muszę ci coś powiedzieć. Moja ciocia Rose...wiesz która. Ona nie żyje. Anita jest w ciężkim stanie. Jechały pijane autem i miały wypadek. Zabiły jeszcze dwóch facetów, którzy też z nimi jechali. Nie wiem co teraz będzie. - Liz nic nie odpowiedziała. - Liz? Słyszysz? Liz?
-Tak słyszę....Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi. Jezu aż mnie zatkało.
-Nic nie musisz mówić. Mnie też na początku zatkało. Nie wiem co mam zrobić. Nie wiem jak to wszystko będzie. - Rozpłakałam się do słuchawki. Już nie mam siły.
-Uspokój się Ariana! Wszystko się ułoży. Poczekaj zaraz tam będę. - Nawet się nie pożegnała, tylko szybkim krokiem się rozłączyła. Ja czekałam. Czekałam i czekałam, aż w końcu przyszła policja.
-Ariana Grande? - pytali już o to. Co za ludzie? Skleroza?
-Pytał pan już o to. Tak.
-Musimy porozmawiać.
-Teraz? - powiedziałam zażenowana. Nie miałam siły im nic tłumaczyć. - Męczyliście mnie przez dwie godziny. Dajcie już spokój.
-Teraz chodzi o Ciebie. Nie masz ukończonych osiemnastu lat. Masz piętnaście tak?
-Tak.
-Do ukończenia osiemnastu lat będziesz musiała przebywać z rodziną zastępczą. Wiem, że to nie jest łatwe, bo każde dziecko musi się przyzwyczaić, ale dasz radę. - powiedział ze sztucznym uśmiechem na ustach. Miałam ochotę mu przywalić. Co mam do stracenia?
-Ale jak to? Anita żyje. - powiedziała z lekką nutką przekonania w głosie.
-Tak, ale jej stan się pogarsza. Niestety może w każdej chwili umrzeć. Nie możemy ryzykować. - powiedział po czym wstał. - Idę teraz do lekarza, dowiedzieć się czegoś więcej. Ty tutaj poczekaj, a jak wrócę to przekaże ci potrzebne informacje. - Po tych słowach zniknął w tłumie ludzi przechodzących przez korytarz. Skuliłam się na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Po paru minutach poczułam czyjąś rękę na karku. Odwróciłam głowę i ujrzałam Liz. Przytuliła mnie najmocniej jak umiała.
-Jak tu przyjechałaś? - zapytałam.
-Tata mnie przywiózł. A ty?
-Z policją. - zaśmiała się cicho po czym oderwała się ode mnie i powiedziała. - Co z Anitą? Jak się czuje?
-Nic nie wiem. Nic mi nie powiedziano. Policja mi przekazała, ze muszę iść do rodziny zastępczej póki nie ukończę osiemnastu lat.Nie wiem co ze mną będzie.
-Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Siedziałam z nią na korytarzu jeszcze przez godzinę, aż w końcu swoją obecnością uraczył nas lekarz.
-Pani Ariana Grande? Pańska ciocia się wybudziła. Proszę za mną. - szłam wolno za doktorem. W końcu stanęłam przed salą numer siedemnaście. Otworzyłam niechętnie drzwi, ale to co zobaczyłam przyprawiło mnie o dreszcze...
CDN!
------------------------------------
Witam wszystkich. Oto kolejna część imagina o Arianie <3 Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Myślałam nad nim sporo czasu :)
Za niedługo wakacje, więc....KTO SIĘ CIESZY? Ja się baaaaardzo cieszę <3 w końcu będzie luz :)
Przypominam Wam o zasadzie --------------------> CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3
JEŚLI NIE MACIE MOŻLIWOŚCI SKOMENTOWANIA, TO ZAPRASZAM NA MOJEGO ASKA: http://ask.fm/GwiazdyZabawy TAM MOŻECIE PISAĆ SWOJE OPINIE NA TEMAT TEGO BLOGA :)
Pozdrawiam Was serdecznie :*
czwartek, 12 czerwca 2014
Ariana Grande cz.1
część pierwsza :)
Drogi pamiętniku!
Wiem, że to nie ma sensu. Że to co piszę tutaj wiem tylko ja. Ale...nie mam już siły do tego wszystkiego. Złe oceny, brak rodziców, kłótnie z ciotkami. Mam dosyć. Nie wiem co mam już robić. To wszy...
Usłyszałam właśnie kroki mojej ciotki. Szybkim ruchem zamknęłam pamiętnik i rzuciłam go pod pościel.-A ty co tutaj jeszcze robisz? Czy ja przypadkiem nie kazałam ci posprzątać? Ciągle się obijasz, źle uczysz a na dodatek nikt cie nie lubi! Marsz sprzątać kuchnie rudzielcu bo zobaczysz! - Nie wiem dlaczego ona mnie tak nienawidzi. To siostra mojej mamy. Moja mama..No tak. Nie żyje tak samo jak mój tata. Wypadki chodzą po ludziach. Było mi ciężko się z tym pogodzić, ale muszę z tym żyć. Z resztą...nie mam wyjścia. Posłusznie pobiegłam do kuchni by ją jak najszybciej wyczyścić, ale to co zobaczyłam zaparło mój dech w piersiach. Moja ciotka Anita obściskiwała się na blacie z jakimś wytatuowanym facetem. Tak mam dwie ciotki. Jedna pewnie sobie śpi a druga ma bujną wyobraźnię co do swoich mężczyzn. - Co tu tu robisz? Wynocha! Poszła już cie nie ma. Co za dziecko no już!- wskazała palcem na drzwi. Wyszłam ponieważ nie chciałam niepotrzebnych kłótni. Wróciłam do pokoju, ale nie było co robić. Najpierw trochę uporządkowałam biurko, ale niestety lubiłam sprzątać i nie było na nim zbyt dużego bałaganu. Z nudów poszłam umyć włosy. Zawsze to robię kiedy się nudzę. Wychodząc z łazienki, która znajduje się w moim pokoju, nadepnęłam na coś gumowego. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jakąś gumową zabawkę. Podniosłam ją i odłożyłam na półkę. Nie byłam głodna więc poszłam spać.
*Rano*
Sobota. Lato. Za niedługo wakacje. Wymarzony czas. Cóż mi więcej potrzeba? Przekręcając się na drugi bok, do moich oczu dostały się jasne promyczki słońca prześwitujące przez nie do końca zasłonięte żaluzję. Lekko się przeciągnęłam. Pod stopą poczułam przyjemne futerko. Było takie puszyste i delikatne. Chwilę jeździłam po nim moją nogą, ale w końcu postanowiłam sprawdzić co się kryje pod moimi stopami. Zobaczyłam tam słodko śpiącego....KOTA? Przecież ja jestem uczulona na koty. To sprawka ciotek. Zrobiły mi to nazłość. Gdybym tylko mogła w jakiś sposób odegrać się na tych jędzach. Nic nie zrobię. Muszę go wywalić z mojego pokoju. Powoli wstałam i niezgrabnie ruszyłam w stronę drzwi wołając szkodnika. Nie chciał ruszyć zadka z mojego łóżka, więc zabrałam zabawkę którą wcześniej znalazłam na ziemi i rzuciłam nią za drzwi. Kot zerwał się jak oparzony i wybiegł, a ja zatrzasnęłam za nim drzwi. Mam dosyć ich głupich żartów. Muszę spotkać się z przyjaciółmi. Możę w ten sposób uda mi się uniknąć tych bab.
Sięgnęłam po telefon i wybiłam numer mojej przyjaciółki. -Hej Liz. - Przywitałam się.
-No cześć! Co tak wcześnie dzwonisz? Jest dopiero 8:03. - Zapytała ziewając mi wprost do słuchawki.
-Wiesz...ciotki znowu zrobiły mi psikusa. Podłożyły mi kota pod nogi.
-Hmmm...Zaraz? To co zrobiły. - Liz i jej zapłon.
-Podłozyły mi kota pod nogi. - powtórzyłam, ale do Liz jakby nie docierało.
-Wiem wiem, ale co dokładnie? - Pytała zaspanym głosem.
-No przecież ci mówię! Kiedy spałam, one włożyły mi pod pościel kota i rano miałam atak kichania. Zrobiły to specjalnie. Wiem to.
-Aaaa..Takiego kota.- Chwila przerwy. - Chcesz się spotkać? Możemy dzisiaj się już obijać. Za tydzień koniec roku. To co? Kawa, lody, kino czy coś jeszcze innego? - Normalnie wybrałabym kino, ale jest tak ciepło, że nie wiem czy w ogóle będą puszczać jakieś filmy.
-Lody? A później park i zaprośmy jeszzce kogoś. Co ty na to? - zapytałam.
-Spoko. Zaraz do kogoś zadzwonię. O której?
-Myślę, że około 12:00?
-Mi pasuję. Przyjdę po ciebie. Cześć. - rozłączyła się. Wygramoliłam się z łóżka po raz drugi i chwiejąc się na nogach poszłam do łazienki wykonać poranne czynności. Później zeszłam do kuchni. Moich 'wrogów' nareszcie już nie ma. Są w pracy i oby z niej nie wracały. Nie miałam nic ciekawego do roboty więc postanowiłam dokończyć wpis w pamiętniku.
To wszystko jest tak bardzo skomplikowane. Mam ogromną nadzieję na lepsze jutro, ale czy warto? Wiem, że nie ma większego sensu użalać się nad sobą, ale moich problemów jest coraz więcej. Myślę że wyjdę z tego żywa.
Ariana xoxo.
*11:38*Zaraz przyjdzie Liz. Muszę się przygotować. Poszłam się przebrać, pomalować i uczesać. Po 15 minutach byłam gotowa. Zeszłam do salonu i usłyszawszy dzwonek do drzwi poszłam otworzyć.
*Wieczorem*
Świetnie się bawiłam, razem z moimi przyjaciółmi. Oni potrafią podnieść mnie na duchu. Na szczęście ciotki nie interesowały się za bardzo gdzie byłam, więc miałam jeden problem z głowy. Muszę się położyć, bo jestem padnięta.
--------------------------------------------------
Witam Was misie <3
Oto nowa część tym razem o Arianie <3 Mam nadzieję że się wam spodoba :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






